Powered By Blogger

poniedziałek, 28 lipca 2014

Chwika z Eliszka , wesole miasteczko , odwiedziny Emy.

Zostalismy opiekunami Eliszki Ja i Marus - na kilka momentow.
Podreptalismy wiec spacerowym tempem nad morze ,bo gdzie znajdziemy  odpowiedzniejsze  powietrze i warunki spacerowe dla takiego szkrabka jak nie tam? Musze dodac ,iz goscimy w naszym miasteczku "wesole miasteczko",ktore wlasnie jest usytuowane nad morzem.
Madzia powedrowala zalatwiac swoje sprawunki ,a my.... poprulismy na kawke do ulubionej caffeterenki . Tam  ujawila sie naszym oczom cudowna dziewczyna i okazalo sie ,ze nie dosc ,ze pikna ,to jeszcze bardzo pomocna i......Polka!W wieku naszej starszej latorosli. Oje,j juz ja widzielismy  spacerujaca w towarzystwie naszego Macieja. Jestesmy zalosni, wiem.
Maciej nie narzeka na brak plci pieknej u boku nawet ma problem z tym jak sie od  tegoz przybutku uwolnic ,ale  niestety to nie sa nasze wybory. Maciej jednak zostal poinformowany ,ze "tam" znajduje sie pewna cudowna (bynajmniej na pierwszy rzut oka i slowa)
 kobitka ,ktora nas oczarowala. Maciej skwitowal ,iz jestesmy "chorzy i zalosni".
Dziewcze pomoglo nam w przygotowaniu mieszanki mlecznej dla Eliszki i chetnie wykreowalo dla mnie panini bez mieska ,a nawet przynioslo zawartosc tacy do stolika ,chociaz nie jest to rodzaj caffeterii ,gdzie serwuja do stolika.




Proby uchwycenia "obiektu" czyli czarujacej potencjalnej "synowej" haaa
Bez sukcesu!




.




Elisia!




My -odwazne zdjecie przed.......




Po tej przejazdzece szukalysmy dobre 3 minuty swoich oczu w oczodolach haaaa




 A to juz kolejny upalny dzien .Czekamy na Eme ...........











Nalesnikowo - winowe popoludnie



Wizyta w Martello (likalizacja morze) ,gdzie serwuja przepyszne salatki i.....kolejna butelka zimnego "pinot grigio"


Starosc ,starosc ,starosc mnie dopadla dwa dni kaca ? Bylo warto !





W wielkim skrocie!Znow Ikea,Brittas Bay itd


  1. Kuchnia skonczona!
  2. Wizytacja Ikea.
  3. Brittas Bay
Czas na zasluzony odpoczynek-Tak mam holidaya!!!!!!!


Tak, doczekalam sie zgliszcza zostaly uprzatniete.


W Ikea oczywiscie kolejny raz stan dostepnosci produktow ukazanych na stronie , znacznie sie roznil od stanu faktycznego! Jednak tym razem nie dalismy sie zbyc. Odbylismy ,"krotka"rozmowe z managerem ,ktory po naszym slwowotoku skierowanym niestety w jego kierunku  zaoferowal nam" maly dyskoncik". jakby to powiedziec?"Lepszy rydz, niz nic! W polowie usatysfakcjonowani udalismy sie na poszukiwanie tegoz, po coz przyjechalismy.
Niestety Ikea ma to do siebie ,iz planujesz zakupic to "cos" ,a rozstajesz sie z tym sklepem obladowany po brzegi z kilkoma innymi "czymis".Tym razem historia sie powtorzyla.Maciej wiedzial co sie swieci.Jako ,ze chlopak ma zasluzone  wakacjac propozycja padla z mojej strony ,ze jesli ma ochote poswiecic troche swojego wolnego czasu , to moze z  sie z nami  wybrac we wiadomym kierunku. Odpowiedz byla przeczaca. Maciej ma niemile doswiadczenia z zakupowaniem sie w Ikea.Jednego razyu wybralismy sie tam z chlopcami na nasze wspolne nieszczescie. W  aucie wypchanym doslownie po dach  ciezko bylo poskladac te dwie postacie w taki sposob ,zeby byli bezpieczni , a przede wszystkim ,zeby sie w ogole zmiescili!
Spedzilismy tam ......caly dzien?Lunchowalismy sie tam ,toaletowalismy no i przede wszystkim zakupowalismy!Troche to trawalo ,gdyz ze mna ciezko moje  "niezdecydowanie" irytuje mnie sama ,a coz dopiero Marusia?Jednk jak juz wspomnialam Marus wykazuje sie anielska cierpliwoscia co do mojej osoby. W momencie kiedy  dwa wozki osiagnely maksymalny stopien wypelnienia udalismy sie do kasy uiscic zaplate za nasze "dobra". Tam ujawila sie moim oczom wlascicielka biznesu  w ktorym pracuje, niestety nie mialam sposobnosci wymienic nawet krotkie "hello",gdyz wisiala nieprzerwanie na telefonie.My natomiast zostalismy "over charge"! Ja przeszczesliwa niczego nie zauwazylam, nic nie bylo w stanie zmacic mojej radosci. W glowie  mialam " planow sto" co i gdzie zainstaluje jednak Marus czuwal. Na nasze wspolne szczescie, a juz napewno na szczescie naszego wychudzonego portfela. Po powrocie chlopcy zabrali sie do montazu.








Oto gotowy produkt! Tadam!







Korzytajac z okazji kilka rzutow na nasza kuchnie. Moze nie jset to wielkie" Wow" ,ale w porownaniu do poprzedniego stanu jest to huge "Wow"! Musielismy stworzyc cos na miare naszego portfela i sie udalo.






Lampina druszlakowa . Kiedy zobaczylam efekt koncowy ,to stwierdzilam ,iz zadna inna lampa nie pasowala by do "naszej kuchni"  tak ,jak wlasnie ta wyprodukowana z druszlaka.








Oto krolowa calego zamieszania "kuchenka" ,gdyz od niej wszystko sie zaczelo...
i skonczylo na niej.






Kilka rzutow na ogrod



Zycie wrocilo do normalnosci, o ile to w ogole mozliwe w tym zwariowanym zyciu.


  • Pewnej niedzili wybralismy sie na piknik









W jakis dziwny sposob pogoda na Brittas Bay roznila sie od tej ,ktora zostawilismy w Bray.
Nie bylo zbyt zachecajaco i slonecznie. Na relaks i wypoczynek bylo jednak wystarczajaco. Kocham te plaze, chociaz jest to dosyc dlugi dystans od naszego miejsca zamieszkania ,to lubie tam zawitac nawet na kilka "chwil". Brittas Bay do zludzenia przypomina mi nasze polskie ,piaszczyste , cudowne plaze rzezbione wydmami . Ciagnace sie w nieskonczonosc, ach.....








Szukala ,szukala i znalazla.



Co za smak ?! Mysle ,ze z winami to jest tak ,ze smakuja one dobrze lub zle , ze wzgledu na okolicznosci , miejsce i towarzystwo w jakim je spozywamy.No ja koneserem zbytnim nie jestem lekkim smakoszem, wiec...







Drzemlo mi sie ,a Maroslaw wykorzystal te chwile i uchwycil kompromitujaco wygladajacy moment dla mnie. Te rekwizyty w postaci pustej butelki i kieliszka podturlal. Kolejny raz mozemy sie przekonac ,iz nawet to co widzimy na wlasne oczy czasami nie wyglada tak jak jest narysowane. Z ocena zdarzen ,sytuacji a juz napewno ludzi trzeba uwazac.




Cudowne osty ,ktore mozemy spotkac jedynie na tej plazy-unikat!





Grzeczny Marus ,
przyczyniajacy sie do zmineiszenia zawartosci naszego piknikowego kosza.



Tyle mialam w sobie odwagi .......do kostek haaaa



The End

piątek, 18 lipca 2014

Dzien za dniem...sprawozdanie fotosowe.


                               
 Remontowanie prawie zakonczone czas na reaks....i poprulismy na "wielkie grilowanie"
Coz robota nie zajc.....haaa



Zielona zupa. Przydarzyla mi sie  , ktoregos dnia.





Karszerowanie ogrodu.Trzeba bylo ogrod woda potraktowac ,zeby zmyc wszechobecny kurz.Maroslaw korzystajac  z okazji chcial zmyc z powierzchni nie tylko kurz ,ale takze powod tego "zamieszania" czyli mnie.Ja jednak jak chwast nie dalam sie tak latwo wyrwac.



xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Odwiedziny Agusi.Agulka nasza to piekna Inteligentna bestyjka ,ale przede wszystkim dziewczynka bardzo  ciekawa swiata. Podroze sa wielka Agi pasja. Przemierza swiat wzdluz i wszerz w towarzystwie swojej uroczej polowki pomaranczy- Danielka. Odwiedzaja takie miejsca ,ze nawet nie mam bladego pojecia o ich polozeniu na mapie....(geografia nie byla moja mocna strona. Przykro mi jestem bardziej humanistyczna).Jak juz wraca z tych swoich wypraw ,to tak sie szczesliwie sklada dla nas  ,ze wlasnie do Irlandii (mam cicha nadzieje,iz kiedys osiada tu" na dobre"?). Po powrotach z eskapad Agula opowiada nam o "ichnych"  wyprawach, spotkaniach z ludzmi,przyroda i zwierzatkami.

Zawsze po takiej wiazce "przezyc" podpartej fotograficzna dokumentacja mam ochote rzucic wszystko i ......"wsiasc do pociagu bylejakiego, nie dbac o bagaz ,nie dbac o bilet itd."Danielosek prowadzi bloga podrozniczego Pt."Wstawaj szkoda dnia", gdzie mozna o tych przygodach poczytac.











Dostalam od Agulki  ksiazke Nigelly, ktora stala sie inspiracja do 
wariacji truskawkowych! 
















Otrzepalam swe skrzydla z prochow ,pylow remontowych i pofrunelam do....




Ten druszlak przeobrazi sie w lampe kuchenna.




Feliksowi trafila sie nowa misa,a jakze!



Ja sobie sprezentowalam buty jak z Matrixa.



Sukienke lata 20-30? Mojej ulubionej firmy "Sisley"



Kombinezon firmy "?" czuje ,ze przelece w nim kawalek lata. Polubilam go od pierwszego wejrzenia .


Sol na "oslodzenie zycia"



To juz prezent od sasiadki do "nowej kuchni". Slowem mile zaskoczenie z kazdej strony.




Weganskie kotlety burgerowe tez mie sie udaly!Miesozercy pochwalili, to wielki sukces naszej nowej kuchni.