Powered By Blogger

wtorek, 25 marca 2014

To byl zwyczajny wolny dzien....

grypa,tradzik i nowa fryzura....i nowa zupka.

Otworzylam oczeta przez glowe przebiegla mi lista sprawunkow, kotre nalezy dzisiaj zrobic.Takie tam "kobiece obowiazki". Wolnym ruchem zsunelam sie z naszego ogromnego loza i poczlapalam do lazienki. w drodze do uslyszalam moje" pozniej na swiat wydane dziecko" czyli to mlodsze  jak trabi z nosa. Zalega juz 3 dzien w domu z powodu ...powiedzmy grypy?kiedy przekroczylam prog jego jescestwa na podlodze ukazaly mi sie pokrywajace pol powierzchni pokoju" biale ptaki"-chusteczki! Zarzadzilam ,iz dosc tego idziemy do lekarza ,a dodatkowow mozemy zapytac Pana Doktora jak dlugo bedzie trwal ten mlodzienczy tradzik ,ktory zadomowil sie juz od dobrych czterech lat na Mlodszego twarzy i jak widac bylo mu tam przedobrze. Malo tego nic nie wskazywalo na to jakoby zamierzal sie wyniesc. Wszelki proby wykopania delikwenta poczynajac od specyfikow dedykowanych na wlasnie to schorzenie, idac przez wizyty u naszej Pani kosmetyczki (niestety nie sa tak czeste jak byc powinny z racji dzielacej nas odleglosci ) , ktora to pomogla mi osobiscie jak zadna kosmetyczka i zaden dermatolog kiedy bylam nawiedzona zmora tradzikowa konczac na pielegnacji domowej nie daja oczekujacych rezultatow.Chlopinka meczy sie juz 4 rok ma 16 lat no to czas najwyzszy zajc sie tym na powazniej. tzn powaznie, to my sie zajmujemy, moze bardziej intensywniej o tak to dobre okreslenie - intensywniej.Moja zmora trwala cale moje zycie tak ,tak ....wizyty u coraz to innych dermatologow ,kosmetologow. Zdania "specjalistow"  byly podzielone ,ale wiekszosc z nich brzmiala tak ,iz   wszysko sie zmieni i odmieni na lepsze w momencie jak wyjde za maz i urodze dziecko. Wiem ,wiem  zawialo z lekka "ciemnogrodem"? Ok pomyslalam ,to znaczy jakies szanse sa.  Tak sie tego uczepili i powtarzali jak mantre ,ze im uwierzylam.Jak tak mowili ,to cos trzeba bylo z tym zrobic. Dla dziewczyny w moim wieku kazdy pojawiajacy sie wyprysk byl ogromnym nieszczesciem ,ktory rujnowal mi zycie! Wokolo wszyscy twierdzili ,ze ja przesadzam ,ze owszem mam ten "trad" no i co z tego?Co z tego?!!To z tego ,ze ja cierpialam i nie widzialam nic tylko wypryski! W okresie zimy atakowaly mnie jak morwki mrowisko. nie bylo sily.Zartowalam sobie ,ze jak bede poszukiwala kandydata na meza ,a on po czesci stanie sie antidotum na moja dolegliwosc ,to definitywnie w okresie lata .Wtedy moja skora nie wygladala najgozej .Mysle ,ze byla to zasluga slonca, swiezego powietrza ,lzejszej diety i kilku innych czynnikow .Cos w tym musialo byc gdyz Marchella poznalam pewnego lata.... Jak nadeszla zima ,to bylo juz za pozno Marull kochal na zaboj  i nie widzial zbyt wiele na moje szczscie haaa.Tak sie pozniej poukladalo ,ze i owszem urodzilam dziecko i wyszlam za maz ,urodzilam drugie .....i trad nie odpuszczal! mialam ochote wrocic do kazdego z tych co to obiecali mi ,ze jak ....hmhm to skoncza sie moje skorne klopoty i wymierzyc im  sprawiedliwosc miedzy oczy! Po latach kiedy juz sie poddalam i polubilam to za duzo powiedziane ,ale powiedzmy przyzwyczailam sie do nich, tych ukrutych pod skora wrogow ,ktorzy czaili sie w ukryciu ,zeby w najmniej oczekiwanym i pozadanym momencie zaatakowac ze zdwojona sila poznalam Pania Bozenke.Podchodzilam juz do tego tematu doroslej i z wielka  doza nieufnosci ,bo jak tu ufac po takiej tradzikowej traumie komukolwiek?Jednak Pani Bozenka pomogla mi jak obiecala. Trwalo ,to "chwile" caly ten proces leczenia ,ale okazal sie najlepszym i najskuteczniejszym. Do dzis podczas niezbyt czestych  pobytow  w naszym miescie wyruszam na spotkanie z moja "wybawicielka" i ciagne za soba mojego Drugorodnego ,kotry ma jak widac ten sam problem.
Jak sie rozwine ,to konca nie widac do rzeczy. Wracam do tematu przeziebienia  Nawiedzilismy wiec Pana Pitera z zapytaniem o to przeziebienie, czy przypadkiem cos nie szmera w klatce piersiowej? Pan doktor sprawdzil gardlo ,uszy osluchal i stwierdzil ,iz to zwykly wirus i nie ma potrzeby przepisywania antybiotyku. za to m.in cenie naszego obecnego lekarza rodzinnego.To dobry czlowiek o milej powierzchownosci,kiedy slucha ciebie ,to z pradziwym zainteresowaniem i mina zatroskana jak ktos bliski komu zalezy na twoim zdrowiu. To byl m.in ogromny szok dla mnie ,ze tacy lekarze w ogole istnieja i to nie w prywatnych klinikach. W kraju  ktory kocham w ,ktorym przypadlo mi sie urodzic sprawy maja sie zupelnie inaczej. Teraz juz przywyklam i wydaje mi sie to......hm..."normalne"? Co do tradziku ,to powiedzial ,iz nie obiecuje idealnej skory ,ale postara sie pomoc.Zwazywszy na to , iz ja mialam taaaaaaakie problemy to byc moze  jest to sprawa genetyczna? Przepisal nam jakies specyfiki do smarowania na noc tych potworkow.
W drodze powrotnej zaszlismy do salonu fryzjerskiego Jacka ,gdzie zabookowalam sobie czas na next piatek.
W nastepny piatek zrobimy uzytek z mojego prezentu urodzinowego i poprujemy na koncert UB40!!!!
Nie wiem do konca jaka bedzie moja nowa fryzura ,bo ja to taka juz jestem bardzo niezdecydowana jak to ryba(znak zodiaku).W miedzy czasie bede marzyla o wlosach  gwiazd . W ruch  pojda wszystkie zdjecia znanych i lubianych haaa ,a  na koniec powiem ten sam kolor czyli blad i odswiezyc  ,zadnych ekstremalnych ciec prosze. Chociaz ostatnim razem porwalam sie i skrocilam co nieco ,ale juz urosly i nie jestem pewna czy pojsc na calosc?Tak czy owak Jack bedzie mial ze mna robote.Jacka odkryli moi chlopcy wylaczywszy Marchella ,gdyz Marchella prawie zawsze od zawsze strzyge ja.Wyprobowawszy wiekszosc fryzjerow w okolicy polskich i nie polskich z miernym skutkiem pewnego razu postanowilam wyprobowac wlasnie polecanego przez moich synow Jacka i musze przyznac ,ze jest dobry.Ide pokazuje fotke gwiazdy i mowie cos takiego i ......wlosy mam jak ta gwiazda z tej fotki haaaa!Zart ,ale Jack w raczakach ma potege zwazywszy ,iz ja do latwych klientek nie naleze. Wlasciwie ,to naleze dopiero jak docieram do domu to szaleje ,ze nie tak ,ze nie ten kolor itd.W salonie jestem grzeczna mowie super podoba mi sie ,a jak docieram do domu to juz inna bajka. To wiem ja i moji bliscy.
Ostatnio raz odwiedzilam "pana fryca" w pewien deszczowy dzien w sumie nic nadzwyczajnego w Irlandii wiekszosc dni jest deszczowa .Mialam zly dzien i odrosty po kolana i czulam ,ze nastepnego dnia to ja juz nie przezyje z takimi wlosami. 



Bez uprzedniego bookingu ,telefonu czegokolwiek wyruszylam w strone "slonca" tym sloncem mial byc Jack ,ktory nie bedzie zajety i przyjmnie mnie z marszu. co  bylo  interesujace ,gdyz salon ma oblozenie od zawsze i zawsze .Sadze ,ze to pogoda (chociaz niby standard jak na to polozenie geograficzne) sprawila ,iz na chwile odstraszyla hipisow goniacych do Jacka ze swoimi lokami haa. Bardziej prawdopodobne ,iz byl to palec Bozy ,ktory wstrzymal te tlumy na "chwile" ,zebym zdazyla sie wygodnie usadowic i pokazac fotke pewnej gwiazdy Jackowi tlumaczac mu o co mi chodzi w tym wszystkim. Ok zasiadlam Jack zabral sie do zawijania sreberek.Jest bardzo dokladny. 
Salon sklada sie tak jakby z dwoch pomieszczen pierwsze to stanowisko do ciecia wlosow a drugie w glebi jest przeznaczone na powazniejsze triki fryzjerskie jak farbowanie . Jako ,ze ja bylam z czyms powazniejszym i byc moze to zdjecie ,ktore objawilo sie Jackowi z mojej komorki z portretem gwiazdy przemowilo za tym , iz Jack usadowil mnie wlasnie tam. Podczas, gdy Mistrz cierpliwie zawijal te sreberka na moich wlosach, otworzyly sie drzwi i do salonu weszla ....no wlasnie bylam w pozycji profilowej do drzwi ,wiec nie moglam dojzec ,ale bystry Jack zapytal : "czy to twoja kolezanka?" . Ja pytaniem na pytanie "a czy ona jest z wozkiem?"Jack - "tak z wozkiem" . Mowie - "ok, to sami swoi".
Madzia zrobiona na bostwo ,wyniuniana co do najmniejszego szczegolu wkroczyla z wozem do salonu.Na marginesie nie wiem jak ona to robi ,ze tak wyglada ? Krotko po porodzie tak wygladac?Nie musi pokazywac fryzjerom fotek z gwiazdami ,bo sama wyglada jak jedna z nich. Ja przy kazdej z ciaz ,a byly dwie przytylam po 20 kg i po biegalam w futrze ,ktore pozyczyla mi tesciowa ,gdyz w nic innego nie moglam sie zmiescic!!To byl czas na te sztuczne wydry. Wygladalam jak niedzwiedz grizli pokaznych rozmiarow ,ale jakos nie przeszkadzalo mi to zbytnio z tego co pamietam. Najwazniejsze bylo dobro chlopcow. To byl wspanialy czas jak teraz pomysle ,wowczas myslalam inaczej kiedy nie moglam sie wyspac jak czlowiek powinien. Ok wiec Madzia dosiadla sie do nas na poczatku niesmialo ,ale pozniej przejela ze swoim  dobytkiem typu wozek ,torba ,pieluchy pol salonu Jacka. Chlopak przyjal to jako absolutnie zdrowe zachowanie  i jak  wyniklo  z rozmowy sam okazal sie szczesliwym "posiadaczem" trzech coreczek. Deszcz ustal i do salonu zaczelo sie wlewac wielu delikwentow , ktorzy wyrazali chec skrocenia wlosow.Jeden za  drugim Jack nikomu nie odmawial ,ale kazal czekac. Czekali ,a jak ,na niego warto czekac. 98% kilienteli to bylo plci meskiej (zapomnialam dodac ,ze to raczej meski fryc dlatego odkryty przez moich chlopcow, ktorzy jak ich mamusia poszukiwali"dobrego"od sciecia do sciecia z  miernym rezultatem ,az w koncu ku radosci calej rodzinki objawil sie  sie Jack).Kolejka zrobila sie dluuuga. Jack zawinal caly moj busz w te sreberka ku zadowoleniu oczekujacych i usadowil mnie pod lampa ,ktora miala przyspieszyc proces rozjasniania. Madzia opowiedziala mi swoja historie przezyta na wizycie u Pani Doktor  od ktorej  wlasnie wracala .Smialysmy sie do lez ,bo dziewczynka umie opowiadac i ubarwiac sytuacje jak malo kto.W miedzy czasie Jack scinal te glowy i co glowa ,to dopoadal sie do moich sreberek sprawdzajac czy juz blisko im do koloru "moich marzen". Nie liczylam ,ale bylo ich jakies dziesiec. Tych glow sie znaczy.Madziny Osesek sie obudzil i chcial nie chcial trzeba bylo zaspokoic pisklecy glod. Madzia zarzuciwszy sobie pieluche przez ramie i okreciwszy sie na obrotowym fotelu plecami do tych wszystkich glow nakarmila malego smoczka.No jak jedzenie, to mozna sie bylo spodziewac ,ze bedzie  i niespodzianka po.....i byla.To tez jak sie okazalo nie bylo wielkim problemem dla mlodej mamusi.Troskliwie z wielka wprawa jakby nic innego w zyciu nie robila zazegnala ta malo pachnaca sytuacje.Patrzac na ten obraz  tak  sobie pomyslalam ,ze natura jest wielka i nie da sie ukryc ,ze dzieci wywracaja nasze zycie do gory nogami.
W koncu nadszeszla wiekopomna chwila , kiedy kolor moich wlosow zblizyl sie maxsymalnie do koloru oryginalu z fotki.
Stwierdzilysmy ,ze nie wyglada to najgorzej.Kiedy nasz Nowy Guru od wlosow skonczyl kompletnie z moja glowa stwierdzilam,ze to jest "dobry" kolor i stylizacja  tez nie najgorsza. Pozbieralysmy nasze rzeczy z przejetego przez nas pomoieszczenia i podreptalysmy do domu.Kazda do swojego. W moim czekala komisja od spraw fryzur -  Stwierdzili jednoglosnie ,ze jest "dobrze".

                                      Odkrycia z Jadlonomii!



  Nie chcac powielac nudy  gotowania z mojej wieloletniej kuchni ,a co za tym idzie  byc przewidywalna znalazłam na blogu kulinarnym   http://www.jadlonomia.com/ przepyszny przepis. Musiałam nieco zmienić skład przypraw ,gdyz zakupujac w polskim sklepie nie mogłam odnaleźć kminu rzymskiego.Chociaz  musze przyznać ,iż maja szeroki wybór a przyprawy spoczywaja sobie na dwoch dlugasnych polach.
Zakupilam wiec w miejsce tegoż kminu rzymskiego(nigdy o nim nie słyszałam ) galke muszkatulowa ,która postanowiłam użyć właśnie do tego celu jakim była moja zupa dnia.

                        Oto przepis od  Pani Marty królowej gotowania z bloga Jadlonomia.



Krem curry z kalafiora

Składniki:
  • 1 kalafior
  • 1 słodka cebula
  • 1 ziemniak
  • 1 1/2 l bulionu warzywnego
  • 1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/4 łyżeczki chili
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • na czubku noża kardamon i cynamon
  • sól
  • olej do smażenia, ja użyłam oleju z pestek winogron
  • do podania: wędzona papryka, dobry olej, świeża kolendra
Przygotowanie:
  1. Cebulę pokroić w pióra, ziemniaka obrać i pokroić w drobną kostkę. Na dnie garnka rozgrzać kilka łyżek oleju i dodać cebulę oraz ziemniaki. Chwilę podsmażyć, następnie dodać wszystkie przyprawy i podsmażać na małym ogniu przez 4-6 minut. 
  2. W międzyczasie kalafiora podzielić na bardzo małe różyczki. Dodać do warzyw, wymieszać i zalać wszystko bulionem. Gotować pod przykryciem przez około 15 minut lub do czasu aż kalafior będzie miękki. 
  3. Ugotowane warzywa zmiksować na gładki krem, doprawić solą i rozlać do misek. Podawać skropione olejem, posypane wędzoną papryką i świeżą kolendrą.

Ja zastapilam jak juz wspominalam rzymski koper galka muszkatolowa, wedzona papryke na świeża grilowana. Nawet nie miałam pomysłu z kad mozna takowa wziąć ?Kolendry tez nie udalo mi sie zdobyc wiec zastapilam ja natka najzwyklejszej pietruszki , a .... i nie mialam kardamonu. Powiem tak "koniecznosc matka wynalazkow".Co to wyszlo?.Pysznosci! Dziekuje serdecznie Marcie za ten przepis-mnaim,mniam.
Przepis na te zupke dodaje do swojej kuchni i bede go powielac, powielac .....teraz mam pewnosc, ze mnie nie opusci ,az do.......


Zdjęcie

Zdjęcie









Poleca ja cala moja rodzinka..........






czwartek, 20 marca 2014

Dzis sa Twoje Urodziny. Modlitwa o milosc.


                                                           Dziś są twoje urodziny 


Dziś są twoje urodziny 
Ktoś zadzwoni, przyjdzie ktoś 
Ale zanim wielki hałas zrobi świat 
Tak zwyczajnie ze mną w ciszy bądź   

Niech twe życie cię nie zdradzi 
No bo ludzie... 
Sama wiesz 
Może razem pomilczymy o tym, by 
Jeśli ma być źle 
to trochę źle .............."(Jacek Cygan)
                                                              Zdjęcie

                                                                                                             
Przeróżne zwyczaje, które się upowszechniły wśród ludzi świętujących urodziny, mają długą historię. Wywodzą się ze sfery magii i religii. Składanie życzeń, dawanie prezentów i świętowanie przy zapalonych świecach miało — jak wierzono w starożytności — chronić solenizanta przed demonami i zapewniać mu bezpieczeństwo w nadchodzącym roku(.Vikicytaty)


                     Pierwszy prezent urodzinowy od mojej  Sister Ewy przeslany poczta 

Zdjęcie


        Jak widac cos dla ciala i ducha. Koniki to moj  " konik " sis o tym wie (infantylnosc).Na jednej ze swoich slynnych wycieczek w gory Pani Gorolaz nabyla tego Kasztanka.Sadze, ze kazdemu dziecku do szczesliwego dziecinstwa bezwzglednie nalezy podarowac konika.Ja go nie mialam co nie znaczy ,iz bylam nieszczesliwa ,ale jak widac brak tego zwierzaka sprawil ,iz tesknie za nim do dzis.Na szczscie sa tacy ,ktorzy o tym wiedza i oto moja konska rodzinka.W tych szwedzkich zakochalam sie na amen podczas kilkudniowego pobytu z moja rodzinka wlasnie w tym kraju .Trzy  przygalopowaly do mnie z Malmo od Jadzi. Szybkim sprawnym kurierem ,ktory dzwonil do naszych drzwi z kolejnym zawiniatkiem.W pewnym momencie zaczelam miec obawy ,ze pewnego dnia kurier przygalopuje na koniu, poniewaz rozmiary konikow  zwiekszaly sie  z kazda przesylka.No na szczscie Jadzia dala za wygrana i zatrzymala sie na drewnie.Do kolekcji brakowalo mi polskiego i Sisi o to zadbala.Pamiec siega pewnego Jarmarku Staroci w Jeleniej Gorze ,gdzie to odbywa sie corocznie wspomniany jarmark.  W ostatnia niedziele wrzesnia jest potezny ciagnie sie ulicami Jeleniej Gory sciagajac ogromne rzesze turystow zarowno z karaju jak i z zagranicy.Mozesz tam kupic i sprzedac nowe i stare. Czyli istna mekka dla mnie z moja miloscia do "starego"Podczas jenego z nich narodzila sie zylka handlowa moich dzieci.Zamieszkiwalismy wowczas W centrum Jeleniej Gory tkzw kilka krokow od tej calej fety.Chlopcy wpadli na genialny pomysl,iz pojda sprzedac swoje zabawki. Scislej mowiac starszy z nich ,gdyz mlodszy byl moze osmiolatkiem wowczas? Jakos tak... nie chcialam sciagnac na nas klopotow i obiecalam placzacemu Mikolajowi, iz next year bedzie jego kolej.Macieja natomiast wyprawilismy w swiat handlu tzn sam sie wyprawil. Od dziecka  jest bardzo operatywny i samodzielny.Nalezal do grupy harcerzy mysle ,ze to tez odcisnelo  pozytywne pietno na jego zyciu i samodzielnosci. Kiedy udalam sie z Sis na tkzw.kontrole czy z nim wszystko w porzadku na drodze swej spotkalam cyganow,ktorzy handlowali swoimi dobrami . Miedzy swiecznikami ,kubkami ,talerzami ,wazonami  mieli  oni  koniki malowane ,ale   cena na jaka wyceniali swoje koniki byla wrecz nieprzyzwoicie wysoka.Ja wszystko rozumiem ,ze drewno ,ze rekodzielo ,ze natura ,ale miejcie przy tym zdrowy rozsadek! Oni go nie mieli. Sis i ja pomaszreowalysmy zdrowo obrazone. Musialam byc bardzo zasmucona i pewnie ten  moj widok na zawsze wpisal sie mojej sisi w pamiec ,ze po latach postanowila sprawic mi co prawda nie cyganskiego ,ale zawsze to konik. szczerze mowiac ,to nawet juz nie pamietam tego cyganskiego....minelo tyle lat...
W kazdym badz razie naszym bohaterem dnia nie byl wtedy cygan i jego konik ,ale wlasnie Macius ,ktory zarobil tego dnia  na swoj pierwszy w zyciu telefon komorkowy!  


Moja drewniana konska rodzinka

Zdjęcie


Zdjęcie

"Ale zresztą... czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma"(Kubus Puchatek)
Ja lubie dzien swoich urodzin mimo ,iz kazdego roku dodaja mi lat . To mily dzien jak juz bede naprwde wiekowa  i przestane je lubiec ,to zawsze moge zacytowac wlasnie Klapouchego z Kubusia Puchatka.


                                   

Zdjęcie


                                     


   

                                Ten jest przebojem tegorocznych urodzin! Ticket na band UB40!

                                                                 Marchello Dziekuje 



                                                     Teraz czas na przebojowe kartki







        To wspaniala kartka od mojej Sis haaaaa bawila sie w kolaz.




       Ta od syna Macieja.Tak czasami wlacza mi sie odkurzacz na slodkie....


Zdjęcie

Jakze trafne jakby pisane specjalnie dla mnie ,dziekuje Marysiu.





Ten cytat Paula Coelha jak najbardziej pasujacy ,ale to tylko wtajemniczeni wiedza o co chodzi.haaaaaa bylo wesolo.




Tia  milosc jest motorem Bartoszu, to fakt ktory nas napedza bez watpienia z nia jest nam w zyciu pieknie,latwo..



..

                                         
Panie, chciałbym kochać,
potrzebuję miłości.
Całe moje jestestwo jest tym życzeniem:
moje serce,
moje ciało,
sięgam w nocy do nieznanego
obiektu ich miłości.
Moje ramiona wyciągają się w powietrze
nie mogąc uścisnąć obiektu mej miłości.
Jestem sam, a chciałbym, aby było nas dwoje.
Mówię i nie ma nikogo, kto mnie słucha.
Żyję i nie ma nikogo, kto zaakceptowałby to życie.
Po co być tak bogatym i nie mieć nikogo, aby obdarować
tym bogactwem?
Skąd przychodzi ta miłość?
Dokąd podąża?
Panie, chciałbym kochać,
potrzebuję miłości.
Oto, Panie, tego wieczoru cała moja miłość, 
która nie wie do kogo pójść.

Posłuchaj, mój drogi,
zatrzymaj się,
uczyń w ciszy długą wędrówkę aż na dno
twego serca.
Wędruj wzdłuż twej nowej miłości.

Tak jak idzie się wzdłuż strumyka, aby odkryć źródło.
I czy to na początku, czy w głębi,
w nieskończonej tajemnicy twej wzburzonej duszy,
Ja będę tym, którego spotkasz,
ponieważ to Ja nazywam się Miłością, mój mały,
i Ja nie jestem niczym innym, jak Miłością, od zawsze,
a miłość jest w tobie.
To Ja stworzyłem cię, aby kochać,
aby kochać wiecznie.
A twoja miłość będzie twoim alter ego.
To jej szukasz;
upewnij się, już jest w drodze,
wędruje od zawsze,
na drodze mojej Miłości.
Trzeba oczekiwać jej nadejścia,
ona się zbliża,
ty się zbliżasz,
rozpoznajecie się,
dlatego, że Ja stworzyłem jej ciało dla ciebie,
twoje stworzyłem dla niej,
stworzyłem twoje serce dla niej, jej dla ciebie,
i szukacie się pośród nocy,
pośród «Mojej» nocy, która stanie się światłem.
Jeżeli macie do Mnie zaufanie.
Zachowaj się dla niej, mój mały,
jak ona zachowa się dla ciebie.
Zachowałem jedno dla drugiego,
a ponieważ cierpisz na głód miłości,
ofiarowuję ci twoich braci do miłowania.
Uwierz mi, trudno i długo trzeba uczyć się miłości,
i nie ma różnych rodzajów miłości:
miłość znaczy zawsze porzucenie samego siebie
aby ofiarować się innym...
Panie, pomóż mi zapomnieć siebie samego,
dla ludzi, moich braci,
ponieważ ofiarowując samego siebie jednocześnie
uczę się miłości.

Amen.


                               Przecudna modlitwa.Modlitwa o milosc wlasnie. http://adonai.pl/relaks/zludzenia/?id=62




                                       
Jest ktoś...

Jest Ktoś, przy kim mogę być sobą.

Mogę opowiadać o moich marzeniach,
pragnieniach i nadziejach, a także
o zwariowanych pomysłach

Mogę płakać i śmiać się głośno.

Mogę przetoczyć się przez pokój
w szalonym tańcu.

Mogę być szczęśliwy i nieszczęśliwy,
pewny siebie i zupełnie z siebie niezadowolony.

Nie muszę wkładać maski, lecz mogę
być taki, jaki naprawdę jestem
i jaki w danej chwili się czuje.
Rainer Haak

Tym kims jestes Ty ........(to moje brakowalo mi tej strofy)

Chyba wlasnie o to chodzi w zyciu ,zeby miec przy sobie tego "kogos" przy ktorym moge byc w 100% soba.








Wieczor u Pani Robinson!






"Mrs. Robinson " In my wonderful seaside world of Greystones in the most beautiful County of Wicklow I have always dreamed of opening a glorious den of atmosphere where all of my friends and their friends could sit, chat and enjoy a drink or two. I hope you will find yourself at home surrounded by some of my favourite nostalgia and bric-a-brac i’ve collected over the years. I’ve tried to make my bar the best little bar in my world!"                                                                                                                                                          Pani Robinson to bardzo stylowe, czarujace I relaxsujace miejsce.Co dla niektórych zbyt relaksujace włącznie ze mną poczulismy sie tam jak w domu?......                                                                                      Trudno byłoby sie nie poczuć w takiej atmosferze i przy takiej gamie różnorodnych,przepastnych coctajli!Musze dodać, iż To było pierwsze wyjście Madzi po 9 miesiącach zdrowej ciąży i 4 miesiącach życia jej córeczki Eliszki (słodkie imię nieprawdaz?swoja geneze zawdzięcza pochodzeniu Pani Mamy.Madziunia jest w połowie Czeszka-szanowany Tatuś Madzi pochodzi z Czeskiej Republiki (otrzymał przydomek Jozin z Bazin kojarzymy?przeboj YouTube z przed kilku lat.), a w połowie Polka.Maminka jest 100% Polka i to po niej w szczególności Madzia odziedziczyła urodę i spryt lisiczki. To nasze wspólne wyjście było zaplanowane od......ho, ho miało byc ukoronowaniem naszych zdanych egzaminow z uwaga przed roku.Dokładnie z zeszłego maja ,gdyz Madziulka zaciążyła bez porozumienia ze mną! Ukonczylysmy nasz college z wysokimi notami!Mialo byc celebracja naszych wspólnych urodzin czyli Madzi,Damiana(boyfriend Madzi i wspanialy tatus slodkiej Eliszki) i przy okzaji moich?Dlaczego nie? Tak sie składa ,iż obchodzimy urodziny w podobnym czasie.Mialo byc,miało byc...no i było! Egzaminy ,urodziny cokolwiek jeszcze można sobie wymyślec zostały wycelebrowane ,aż do ogromnego "bólu głowy"jakby to nazwali tutaj po imieniu "hangover do kwadratu! Były tańce ,hulanki i swawole!Najpechowiej skończyło sie to dla mnie ,gdyz na drugi dzien miałam dzien pracujący na kawałek szczęścia dla mnie od 15 a na nieszczęście do 23 i przypadło to niefortunnie na sam St.Patrick's Day!Dla Irlandczyków jest ,to ogromne święto narodowe i religijne. Święto patrona Irlandii św.Patryka.Dzień Świętego Patryka jest dniem wolnym od pracy w Irlandii .Najważniejszą tradycją obchodów dnia św. Patryka jest noszenie ubrań w kolorze zielonym. Ja niestety  nie znalazlam nic zielonego w swojeje przepastnej szafie to dorwalam sie do pokaznego kuferka z bizuteria i....znalazlam kolczyki zielone. Dwie wersje duza i mala zdecydowalam sie na duza.  Zieleń to narodowy kolor Irlandii, nawiązujący do trawiastego krajobrazu wyspy i symbolizujący koniczynę przypisywaną tradycyjnie świętemu Patrykowi. Irlandczycy w wielu miastach organizują festyny i uliczne pochody, w których dominuje właśnie zieleń. Głównym symbolem święta jest shamrock, która jest także jednym z symboli związanych tradycyjnie z Irlandią. Według legendy o św. Patryku, wykorzystał on tę roślinę aby wyjaśniać pierwszym irlandzkim chrześcijanom dogmat o Trójcy Świętej. Nie mogli oni zrozumieć, jak to jest możliwe, że są Trzy Osoby Boskie, a jednocześnie są one jednym Bogiem. Jeszcze inną tradycją związaną z obchodami Dnia św. Patryka jest tradycja picia whiskey.Otóż jedna z opowieści o świętym podaje, że Patryk nastraszył szynkarkę, która nie dolewała pełnej miarki trunku, iż pojawią się w jej karczmie potwory. Karczmarka wystraszona, od tego czasu solidnie napełniała szklanice. Od tej chwili 17 marca pije się przynajmniej jedną szklankę whiskey zwaną "dzbanem Patryka".Celebranci sa w każdym wieku od noworodka po starca wszyscy dumnie ubrani w kolor zielony krocza całymi rodzinami na coroczna paradę ,a po rozplywaja sie po barach i lokalach.Jako ,ze pracuje w jednym z pożądanych departamentów tegoż dnia mianowicie hotelu rodzinnym,to mogłam sobie jedynie powiedzieć "so sorry Beato".Jak nieomylnie przewidzialam "zieloni"dopisali i przybyli na celebracje.Ja bidulka z lekka słaba mimo wszystko stanelam na wysokości zadania i lalam te przysłowiowe "dzbany patrykowe" i to z pełna uczciwoscia,co do kropelki nie jak szynkarka ,która św.patryk musiał postraszyc ,aby należycie wykonywała swój zawód.Nie ma lipy pełne profesjonalizm nawet w tak ciężkim dla mnie dniu jaki nastąpił po wizycie u "pani robinson".do moich "odwiedzin Pani Robinson"(przyznalam sie kilku przyjaznym twarzom ,ktore odwiedzaly moj hotelowy bar z czestotliwoscia gotowania jajka na miekko ,gdzie i jak spedzilam poprzedni wieczor)zostały ciepło przyjęte przez uczestników,bo to oznaczało,iż szanuje ich kraj ,tradycje , a co za tym idzie ich samych.
 "W innych krajach święto to związane jest przede wszystkim z serwowaniem "zielonego" piwa oraz pokazami irlandzkich tańców i muzyki. Warto jednak pamiętać, że sam zwyczaj podawania tego dnia "zielonego" piwa, nie jest tradycją rodem z Irlandii. Zwyczaj ten wprowadzili potomkowie Irlandczyków, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych w XIX i XX wieku. W samej Irlandii zwyczaj ten pojawił się niedawno, raczej ze względu na turystów, którzy spodziewają się kufla zielonego piwa, niż ze względu na samych Irlandczyków[7].(źródło Wikipedia ).to taka mała ciekawostka.


                                                                           CDN



                                             Oto kilka migawek z tegoz zdarzenia.....














Niezly klimacik , wrecz moj uwielbiam wszystko co stare ( no moze z wyjatkami mniejszymi i wiekszymi).
Stare meble maja dusze nowe  nie maja tego" czegos".W swoim domu mieszam nowe i stare z dusza i bez.
Stare meble posiadaja wlasna historie, pamietaja inne czasy i to jest ciekawe.Moja przygoda ze "staroscia" zaczela sie kiedy jeszcze zamieszkiwalismy Polske dokladnie Dolny Slask.Rodzinne mieszkanie mojego meza bylo bogate w takie pokoleniowe zniszczone rubinki i ja sie kilkoma zajelam.  Tam w tej cudnej 100 metrowej przedwojennej kamienicy narodzila sie moja "milosc" do starosci.To temat na kolejny post...


                                                                     Wesole My 





                                     Ta focia nie jest najpiekniejsza ,ale oddaje wesoly
                                                             klimat tego wieczoru 









                                                             Coctajle , coctajliki, coctajleczki....
   

                                    NEXT DAY......





     WSZYSTKO CO MOKRE JEST DZISIAJ W CENIE!








WSZYSTKO CO ZIELONE ROWNIEZ!




Zdjęcie




sobota, 15 marca 2014

Wiosna


   Wiosna,wiosna,wiosna ,ach to Ty!

"Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi 
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty" 

 /Marek Grechuta/


Zdjęcie

Tak śpiewał Marus o wiosnie. 
  

Dzisiaj rano moze mniej niespodzianie ,(gdyz mieliśmy juz w naszym zakątku kilka ciepłych dni ) zapukala wiosna do naszych drzwi także!Obudzilam sie i leżąc koło mojej ukochanej połówki orzeszka ,tak orzeszka właśnie( potocznie nazywamy te druga połowke "pomarańcza" ja zwe jak chce , a chce orzeszek) patrzyłam na przebijajace sie przez nasze  lniane rzymskie rolety promyki słońca . Nie były one juz takie niesmiale  jak bywają prawdziwym rankiem,gdyz jakby nie patrząc i na który z zegarków by nie zerknac (sa trzy w naszej sypialni:elektroniczny zakupiony przez Marchella ku mojemu niezadowoleniu i sprzeciwom nie wysluchanym jak widać , czerwony niemiecki budzik nakręcony prawdziwa machineria cenna pamiątka po mojej mamie i zielone małe zjawisko na baterie zakupione przeze mnie dla moich dzieciaczkow ,kiedy jeszcze byli dzieciaczkami)wskazywały ten sam czas  mianowicie godzinę ....10 minut 20!Wow pomyślałam sobie dzisiaj nie będę pierwsza osoba w tym domu ,która zerwie sie na nogi ,gdyz mam wolny dzien i jestem nadal najnormalniej w świecie zmęczona !Domyslam sie ,iż było to wynikiem mojej wycieczki do Tk maxu poprzedniego popoludnia. Po skonczonej pracy o godzinie 15 przemierzajac hotelowy parking na baardzo juz zmeczonych nogach udalam sie do naszego "volsa", gdzie usadawiajac sie wygodnie zapuscilam CD z polska muza (niespodzianka od mojej Sis Ewy) i poprulam w strone przystani kierunek - DOM. W drodze spiewal dla mnie Pan Robert G.Muza bajeczna  slychac armie instrumentow kojaca nerwy, ale jak sie wsluchalam w slowa to juz brzmialo troche gorzej ,a nawet dziwnie i masochistycznie dla goscia o ktorym byla mowa ,a raczej cala ta  piesn.Mysle sobie pies go drapal ,muzyka cudowna i tego sie Beato trzymaj, a tekst ? mozna sobie darowac i tak enjojujac sie sama muzyka wciskajac z uporem maniaka utwor 14 na owej plycie dotarlam do domku.Tam czekal na mnie moj orzeszek Marchello(czytaj Marczello hihi).
 Ubrany w moj kuchenny kwiecisty fartuszek (podarunek od szwagierki Reni z Londyna) rewolucjonizowal w naszej malej kuchni.Zapytalam co Pan Marus serwuje (to prawdziwe imie orzeszka i jeszcze dodam ,ze wszystkie Marki to...tak ,tak ,to fajne chlopaki i kazda kobieta powinna chociaz jednego Marka w swoim zyciu posiadac .Jesli nie meza, to syna, albo chociaz sasiada. Jesli nie trafil wam sie ani maz,ani syn , ni nawet  sasiad ,gdyz macie meza Karola coreczke Julie ,a sasiada Adama, to czas pomyslec o kochanku Marku. To byl oczywiscie zart.Marus odpowiedzial z duma ,iz nasza rodzina bedzie spozywac dzis: lososia opruszonego morska sola i swiezo mielonym czarnym pieprzem upieczonego w piekarniku z ziemniaczkami z wody i warzywami na parze.Powiedzialam ,ze brzmi smacznie i oblizujac usta zaczelam przemierzac schody w gore tym samym udajac sie pod prysznic,aby splukac pot i ciezar minionego dnia roboczego. Po celebracji wody wrocilam na dol, gdzie Marchello spoczywal na kanapie zywiac sie "wiadomosciami z konca swiata"cos na wzor faktow, co oznacza pare wlepionych oczu w czarny ekran pana LG ,ale jednoczesnie majac kuchnie pod scisla kontrola.Na moj widok oczeta te, usmiechnely sie  (to mile zwazywszy ,iz juz tyle lat razem na dobre i na zle, a reakcje na siebie wciaz mamy pozytywne,wciaz za soba tesknimy i kochamy sie) i Marrrr oswiadczyl ,ze podaje do stolu za 15 minut.Podziekowalam swojemu wybawcy. Stal sie nim w momencie gdy dokonal wyboru pt:" ugotuje dzisiaj obiad" ,a tym samym uwolnil mnie od gotowania dzisiejszego obiadu. Odcisnelam swoje waskie usta (nie mysle ,zebym byla kompletna zolza,te waskouste prawdopodobnie takie sa,ale nie ja! ok?)na jego wysokim niekoniecznie zawsze rozsadnie myslacym czole.
Poleglam obok niego na kanapie, czujac caly uklad kostny i miesniowy swojego zmeczonego ciala.Czekalismy na chlopcow Macka i Mikolaja kiedy wroca ,ze swoich szkol i bedziemy mogli wspolnie zasiasc do obiadu.Dotarli oboje na czas ku naszej uciesze. Nie znosze kiedy musimy jesc osobno. czas wspolnego posilku jest jednym z niewielu momentow w ciagu dnia ,kiedy mozemy byc razem . wymienic sie informacjami,przezyciami ,problemami zanim kazdy przejdzie do tkzw. "swoich zajec"Obiadek byl bajeczny.Moze wiesz ,moze nie jesli nie , to lepiej dla ciebie jak smakuje obiad kiedy zaliczasz fizyczny zgon po 8 godzinach pracy z taca w reku i na nogach ,a szczegolnie ,ze te nogi nie maja juz 20 lat tylko sa znacznie w rozsadniejszym wieku. Zrobil mi sie lekki mix tutaj, tzn. z calego serca zycze tobie takiego obiadku przygotowanego i podanego przez te twoja polowke cytryny ,pomaranczy czy tez jablka ,ale nie zycze tobie takiej 8 godzinnej zaprawy przed. Ok dosc bidolenia. Staram sie walczyc z narzekaniem z roznym skutkiem. Gdy cala ja nieco sie odprezylam wpadlam na genialny pomysl ,iz nalezy wymienic patelnie ,gdyz obecna juz wysluzona i nie nadaje sie do uzytku ,a co za tym idzie? Jasna sprawa ,ze tk max ma najlepsze i to wlasnie patelnie. Marrr przygladal mi sie badawczo czujac ,iz cos tu nie jest takie jasne. Dlaczego ,az tam przeciez mamy wiele innych sklepow w poblizu ,a my koniecznie musimy tam?Jasne ,ze tak i tylko tam ,to byl moj chytry plan na pobuszowanie miedzy wieszakami i wynalezienie jakiegos unikatowego fanta w postaci hmmm ...moze niech pomysle...lista nie byla sprecyzowana.roilo sie juz w mojej glowie sto pomyslow: patelnia moze cos dla mojej biduli Sis ,ktora trafila do sanatorium na 3 tygodnie na leczenie itd.
 Marrr ulegl, odpalilismy Volsa i w strone dobrze nam znana.Mowilam ,ze Marki to fajne chlopaki?
Jak juz stanelam na tk maxsowym floorze ,to zapomnialam po co przybylam i niestety ,ale patelnia byl zainteresowany tylko i  wylacznie moj Orzeszek -Marus.Ja tempem strusia pedziwiatra poprulam miedzy regaly ,wieszaki i tyle mnie widzieli. Marus laczyl sie ze mna poprzez telefon i nakryl mnie w przymierzalni ,gdzie oddawalam sie bardzo istotnej sprawie jaka jest miara niezbednej garderoby.Poszukiwania trwaly i trwaly....i trwaly. Marus poddal sie z patelnia twierdzac ,iz nie ma tutaj takowej, czyli spelniajacej nasze oczekiwania. No jasne nam ,to ciezko dogodzic . Jak cos kupujemy ,to z wyzszej polki nie dlatego ,ze snobizm przemawia ,ale dlatego ,iz nie stac nas na kupowanie tanich tandet ,ktore trzeba wymieniac z predkoscia kartek kalendarza.Przy zakupie kierujemy sie marka,jakoscia,opinia i dotyczy to zarowno mebli ,sprzetu typu tv,pralka,zmywarka jak i ciuchow. W naszym wieku posiadamy juz pewna wiedze o produktach z racji doswiadczenia w uzytkowaniu.Mamy juz swoje ulubione sprawdzone brands i tym sie kierujemy .Tak kierujac sie tymi kryteriami zostalam posiadaczka super sukienki firmy Sisley(kolejna czarna, ktora nie pytaj) i torebulki zupelnie nie w moim stylu ,ale z wiekiem wszystko sie zmienia i style tez (ktora? nie pytamy ,to nie musze wspominac).Mydelko dla Sis prawdziwe szkockie -wielka pachnaca kostka (jestem od nich uzalezniona). Po tym jak mi Sis podala ostatnio swoje wymiary ,to ciezko zgadnac jaki ma rozmiar wiec mydelko wydalo mi sie najwlasciwsze w tym momencie, chociaz mialam nieudane proby koszul nocnych i pizam (ten sklep jest the best jesli chodzi o bielizne rowniez).Tylko powstrzymal mnie fakt ,iz moja Sis jest fanka nocnych ubran i jak ja znam ,to ma pokazna kolekcje.Nie wiem napewno i nie mam jak to sprawdzic fizycznie ,gdyz mieszkamy od siebie baaardzo daleko.Dziela nas morza,pola,laki i lasy,gory i doliny niestety.

     a oto moje przedurodzinowe prezenta......  niech zyje Tk maxx!!!!


Zdjęcie


 Co do patelni to kupilismy ja w sklepie "za rogiem" dzisiaj robiac spozywcze zakupy .Jest jakas ze specjalna pokrywa ceramiczna ,sorry raczej powloka pokrywe zachowalismy od poprzednicy.Zaplata za takowy dodatkowy gadzet tez byla w cenie. Przy okazji znalazlam zolta farbe, taki kolor o ktorym marzylam. Posluzy mi do pomalowania fotelowych nog i stolika przylozkowego. Gleboki Zolty, Cieply,Wsciekly z lekka.Zabiore sie za to jak juz tak dokladnie poczuje wiosne w powietrzu i na swojej skorze, a moze nawet lato.....?Ide spac jutro wielki dzien nasi przyjaciele Madzia i Damian (sa para i maja cudownego dzidziusia 4 miesieczna coreczke) beda swiatowac urodziny i my z tej okazji ich nawiedzimy.
Moze nawet bede na tyle odwazna,zeby wyjawic swoja date urodzin i podpiac sie pod....?  43! haa zartuje ja nie mam z tym problemu.  Problem w tym ,ze to ten czas i zycie tak szybko mija. 18 marca tuz, tuz...



Zdjęcie



Oto prezent dla obojga, niech sie dzieci rozpieszczaja i serwuja  sobie sniadanka do lozka,, sa i najprawdziwsze cutrynki do drinkow!