Powered By Blogger

wtorek, 15 września 2015

PORTUGALIA- LISBONA

                                                                     
Ema po nas przyjechala swoja biala limuzyna i poprulysmy na lotnisko. Ja w glowie mialam jedno wiadomo co. Uprzedzilam ,kobitki ,ze wiadomo nie bede za bardzo soba ,ale na tyle ile bede mogla to bede sie radowac. Rozumialy to i byly szczesliwe ,ze nasz trip doszedl do skutku.
Lizbona powitala nas sloneczkiem ach.....jak dobrze bylo poczuc slonce na skorze. Wsiadlysmy do busa ,ktory nas porwal w strone naszego hotelu. Okazalo sie ze wii-fii jest ,ale w jakis tajemniczy sposob.  my nie mozemy podlaczyc do naszych telefonow . Zdenerwowalo nas to troche ,lecz pozniej nawet nas to ucieszylo. Moglysmy naprawde odpoczac. Jedynym  kontaktem z bliskimi byly smsy lub telefony i to bylo wystarczajace. W hotelu  zostawilysmy walizki i wyruszylysmy w miasto na rozpoznanie i sniadanko.Wybralysmy przeurocza restauracyjke ,gdzie serwowali sniadanie ,gdyz pora byla jak najbardziej sniadaniowa. Bylysmy bardzo zmeczone ,ale szczsliwe. Ema przy sniadanku podzielila sie z nami wspaniala wiadomoscia ,iz bedzie dzidzius!!!! Ucieszyla nas ta wiadomosc. Byly gratulacje ,smiech i lzy radosci!!! Zaserwowali nam sniadanko obsluga mloda ,mila ,kompetentna wladajaca jezykiem angielskim.Ogolnie kraj cieply, klimat  przyjazny ,a jedzonko pierwsza klasa. Poobijalysmy sie po restauracyjkach,sklepikach itd. Kupilysmy sobie bilet dwudniowy na tour po calej Lizbonie.
Czas na dokumentacje fotograficzna




   

Pasteis de Nata. Portugalskie ciastka z budyniowym kremem - niebo w gebie!!!









  Dziewczynki poszly do toalety ,a ja poprosilam o rachunek chcialam zaplacic przed ich          powrotem.
 Przemily kelner przyniosl mi rachunek wraz z numerem telefonu i checia pokazania mi swojego  kraju - Brazylii! Haaa takie rzeczy sie przydazaja doroslym mezatka w Lizbonie. Marus nie bylby happy ,ale mnie to  polechtalo po mojej proznej kobiecosci. Usmialysmy sie i wyruszylysmy w dalsza szwedaczke po miescie.







   
         Torebele przypomnialy mi nasz polski folklor, nieprawdaz?




                      Wyroby z korka sa flagowym prezentem z Portugalii ,ale w cenie!!!






                            Ja dokonujaca tranzakcji - zakup pierscienia dla siski.





 
     Plaza w Lisbonie przywitala nas w dziwny sposob.....Mianowicie podczas sesji zdjeciowej wynurzyl sie nurek. Nie ,nie prawdziwy nurek z wody, tylko taki dziwolag o baaardzo podejzanym wygladzie. W dloni sciskal jakies ziele i powtarzal jak opetany :marichuana,marichuana? Oczywiscie kogo wybral z tlumu?!Nas oczywiscie ,skwitowalam to stwierdzeniem ,ze nie moge uwierzyc w swoje zycie.



      Zakup pierwszych truskawek tego roku- smakowaly oblednie!



       Portugalia to nie tylko wspaniali goscinni mieszkancy , wyroby z korka, slynne koguciki z porecelany ,ale przede wszystkim muzyka. Muzyka FADO.
Fado (oznacza los, przeznaczenie) – gatunek muzyczny powstały w XIX wieku w biednych dzielnicach portowych miast Portugalii, głównie w lizbonskich dzielnicach  Alfama  i  Mouraria . Fado jest melancholijna piesnia wykonywana przez jednego wokalistę przy akompaniamencie dwóch gitar . Nazywane jest czasami portugalskim blusem. Ostatni wieczor spedzilysmy w cudownej klimatycznej restauracyjce ,gdzie przy akompaniamencie muzyki Fado zajadalysmy kolacje i popijalysmy zielone wino.Nazwa vinho verde, czyli zielone wino, wbrew obiegowej opinii nie ma źródła w barwie u trunku, ale w młodych winogronach, z których się je wytwarza oraz w charakterystyce regionu, w którym jest produkowanie. Minho uchodzi bowiem za najbardziej żyzny i zielony region kraju. Wino to jest lekko gazowane i ma orzezwiajacy smaczek. Zazwyczaj produkuje się jego białą wersję (taka tez sie raczylysmy), choć istnieje także czerwona, różowa, a nawet musująca na wzór szampana. My mialysmy okazje podziwiac "starsza" piesniarke i dwoch gitarzystow. Kiedy artysci zaczynaja swoj "wystep" swiatla gasna ,goscie w tym czasie  nie powinni rozmawiac tylko jedzac podziwiac wystep artystow. Tak tez zrobilysmy. W miare upitego zielonego trunku Madzia odnalazla kopie swojego ojca w przemilym kelnerze. Faktycznie jego twarz brzmiala dla mnie znajomo, tylko  nie wiedzialam dlaczego?Madzia mnie oswiecila i sie zaczelo. Ulanska fantazja nas poniosla. Usmialysmy sie po pachy (nawet na chwile zapomnialam o "gadzie"). Obsluga byla bardzo zadowolona z nas ,ze wesole i pewnie zadowolone z obslugi. No jak nie, jak tak!! Mialysmy dania serwowane z wozka do stolika. Serwerem byl "Madzi ojciec". Zamowilysmy sobie pyszna rybe w sosie smietanowym. To byl dobry wybor. Ema jak na angielke przystalo zamowila kawal miesa- stek! Lody na deser i dzbanek wina. Kiedy artysci skonczyli swoj wystep. Piesniarka podeszla do nas do stolika i poprosila nas o wyjscie na srodek do sesji zdjeciowej. Nie chcialysmy isc ,ale winko zrobilo swoje. Stwierdzilysmy , dlaczego nie?Oczywiscie z calej restauracji nas wybrano do zabawy. 
Piesniarka opatrzona byla w ogromna chuste przeplatana koralikami. Kiedy znalazlysmy sie juz na scenie i wszystkie oczy wpratrzone na nas w oczekiwaniu co sie wydarzy, piesniarka przekazala mi jako pierwszej swoja chuste. Pewnie wybrala mnie jako pierwsza  ,gdyz bylam najzwyzsza. Zakupilam sobie portugalskie buty ,ktore wygladaly jak weneckie gondole na wysokiej koturnii. Przekazala mi to z takim namaszczeniem jakby to byl "zloty graal". Stalysmy z lekka oniesmielone , ale wesole w swietle fleszy. Kolejna posiadaczka chusty zostala Madzia i na koniec Ema.Zrobili nam fotki z Emy aparatu rowniez. Ciekawe moze wisza ,gdzies tam nasze postacie otulone w czarna chuste ku uciesze turystow?Po tej sesji zdjeciowej na pozegnanie  dostalysmy po kieliszeczku wisniowki byla pyyyszna. Napiwkowalysmy naszego kelnera ,ktory w podziece  jeszcze szczerzej sie usmiechal (o ile mozna bylo szczerzej?) i dalysmy napiwek naszej piesniarce. Piesniarka proponowala nam zakup plyty z piesniami fado ,ktore wykonywala , my jednak podziekowalysmy. Jednomyslnie wiedzac ,ze raczej zadna z nas nie sluchala by tych piesni po powrocie do domu. Fado brzmi dobrze ,ale w Portugalii i tylko w Portugalii!!!




Slynny Zolty Tramwaj !


                      Madzia , pirat i "keljnoty>>>






W oczekiwaniu na busa ,ktorym przemierzalysmy Lizbone wzdluz i wszerz.



    Oto jak Portugalczycy wykorzystuja murale. Ozdabiaja nimi opuszczone budynki na ,ktore podejzewam nie ma funduszy ,zeby je przetworzyc w domy  lub biznesy. Ciekawe co? Osobiscie to mi i sie bardzo  podoba ten pomysl.









       Plytki sa tutaj na kazdym kroku.Sa nimi wylozone domy mieszkalne ,restauracje  czy po prostu sciany jak ta powyzej. Istnieje rodzaj plytek azulejo. Motywy wykonane z plytek azulejo mialy postac scen historii. Pokrywaly sciany i podlogi  palacy ,kosciolow, klasztorow ,a takze domow mieszkalnych. Azulejo staly sie czyms wiecej niz tylko  elementem  dekoracyjny przede wszstkim  byly najlepszym sposobem na podniesienie estetyki budynkow,a takze nadanie im niepowtarzalnego wygladu. Tak pozostalo do dzis domy i budynki wylozone sa plytakmi, co rzeczywiscie podnosi ich walory estetyczne.






   
                                                             Most Vasco da Gamy














     

    Kiedy patrze hen za siebie......to najbardziej mi zal.....kolorwych jarmarkow, blaszanych zegarkow     i pierzastych kogucikow!!!!! Bylam bliska ......kupienia koguta portugaskiego ,ale obiecalam sobie     zadnych przydasi! Nie do konca slowa dotrzymalam ,ale to juz inna historia.


W tym miejscu zaopatrzylam siebie i dziewczynki w branzletki korkowe i jedna nabylam dla szwagiereczki Reni.



                                                      Madzia krecaca SANGRIJE!!!

        Sangria w Portugalii smakuje zuuupelnie inaczej od tej ,ktora znamy z naszych lokalnych sklepow. Portugalczycy dodaj do niej pomarancze , cytryny i przyprawy korzenne ,ale to juz ich "SANGRIJOWA" tajemnica.  Jednak Madzia posiadla przepis na "portugalska sangrije". Obiecalysmy sobie taka ukrecic po powrocie do domu...Odkrylam tam ,iz snagria moze byc i biala!!!! To dopiero tyle lat zylam w nieswiadomosci?!!! Jak najbardziej trafne bedzie wrzucic teraz haslo :"podroze ksztalca"  . Znamy wiec, SANGRIJE czerwona i biala.






Lemoniada ze swiezych cytryn - pychotka. zwlaszcza w taki dzien.






                 My ,co stoliczek to przerwa .....na swieze  soczki ....Mango bylo moim ulubiencem        
                                           prawdopodobnie zabija komorki rakowe?















     Oto jeden z naszych  przystankow -Oceanarium Lizbonskie. Prawdpobodobnie mieszczace  najwieksze na swiecie akwarium naturalne. 
Usytuowane w lizbońskim Oceanarium akwarium wypełnione zostało 5 mln litrów wody. Zbiornik o długości 40 metrów mieści w sobie różnego rodzaju gatunki roślin morskich oraz 16 tysiecy morskich stworzen.

    




    Oceanarium zostalo wybudowane rowniez do celow naukowych i  edukacyjnych. Nie moglam sie oprzec   ,aby nie kliknac fotki tym slodkim maluszka. Wszystkie byly ubrane w pomaranczowe   fartuszki, a przemieszczajac sie z miejsca na miejsce jeden trzymal drugiego za kawalek fartuszka.  











    Szyby Oceanarium sa tak skonstruowane ,ze ma sie wrazenie ,ze spacerujesz po morskim  dnie.  Oceanarium podzielone jest na cztery mniejsze akwaria , gdzie znajduje sie fauna i flora Oceanu Atlantyckiego ,Spokojnego , Indyjskiego oraz Antarktydy. Mozna ty spedzic wiele godzin przygladajac sie podwodnemu swiatu. Jest w tym widoku magia....zdecydowanie.






































 
    Oto przerwa na lunch . Mozna tu za rozsadna cene zjesc zdrowy posilek. Ja wybralam lazanie z tunczykiem ,zupe i salatke ze swiezych owocow plus woda #= 10 e 



Sumujac nasz pobyt : 

To byla udana wycieczka ,zal iz w takich ciezkich dla mnie okolicznosciach ,ale zabwnie bylo,mimo wszystko.



Na koniec taka ciekawostka dla spragnionych "bezpiecznej milosci". Dystrybutor prezerwatyw na ulicznej scianie. Proste ,a jednak nie wszyscy na to wpadli. Portugalia jest pierwszym krajem w ktorym taka ciekawostke zobaczylam. Nijak sie maja w tym kraju reklamy, o spoznionych spragnionych milosci kochankach walacych w drzwi aptek .

Zal mi bylo wracac, chociaz juz tesknilam za Marem i chlopakami. Wizja noza stawala sie coraz blizsza........

Na lotnisku zakupilam sobie torebke w kolorze fuksji , ktora widzialam w Lisbonie. ,ale zabraklo mi odwagi zeby ja kupic wlasnie tam.  Mialam juz  przeciez buty "gondole".Odwagi dodala mi Ema mowiac " If u want it, get it" proste jak drut ,ale musial mi to ktos przyblizyc .  Po tym udanym breaku patrzylam na zycie inaczej z duza nuta optymizmu. To bylo najlepsze ,co moglo mi sie trafic przed tym, co czekalo na mnie po powrocie,a czekalo wiecej niz sie spodziewalam.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz