Powered By Blogger

piątek, 27 czerwca 2014

Kolejny dzien....





Haaaaaaaaaa very true!

Do rzeczy ,Michael nie zdolal wczoraj skonczyc szafeczek ,wiec zawital dzisiaj rano instalujac sie na kolejny dluuugi dzien!
przypadlo to nieszczsliwie  na moj wolny dzien.
Tyle ,ze dzisiaj to ja juz jestem hooo mam dostep do wody do kuchni.....no wlasnie odnosnie kuchni.
Wczoraj pozna noca odkrylismy kolejne "nieszczescie" mianowicie po podlaczeniu naszej "cudownej kuchenki nowej generacji", okazalo sie ,iz zaden z moich garnkow, ktore posiadam nie nadaje sie! Ratunku mowie jak to?Gosc w sklepie nie szepnal slowem ,ze ta kuchenka wymaga specjalnych garnkow!!!!Marus sie jakos zbytnio tym nie zmartwil skwitowal ,iz trzeba zakupic nowe i po sprawie. Chyba dawno nie sprawdzal stanu naszego konta.Dojdzie do tego ,iz wyczekiwane wakacje bedziemy spedzac pod namiotem w naszym osobistym ogrodku! Marus jest zdania ,ze trzeba podazac z duchem czasu i sie przestawic!


Madzia wczoraj  po przeczytaniu posta, w ktorym odgrywa glowna role wroga publicznego atakowala wiadomosciami:
"OMG przeczytalam blog,Eliszka mi plakala caly dzien,Damiana mama musiala przyjechac i powozic Eliszke autem zeby zasnela,jak potrzebowalas prysznica to mialas powiedziec sorry nie miala glowy ,jestes moj best friend ,jestem wykonczona ,spalam 2 godziny,dla ciebie wszystko kochana,nie mialam glowy do niczego ,plakala mala caly dzien bidna,damian smacznie spal na podwojnym lozku a ja z eliszka walczylam,kocham cie wariacie xzawsze jestes welcome...nawet nie musze cie zapraszac. itd "
Pozniej posypaly sie smieszne historyjki obrazkowe i fotka malej bohaterki Madzi zmeczenia -Eliszki jak  sobie smacznie 
spi z raczkami do gory.
Ja i pierworodny poprulismy do recyklingu z pustymi kartonami po lodowce i kuchence. Tonami steropianu w ktory byly zapakowane mysle , ze producenci z lekka przesadzaja z tymi ilosciami okleiny!Po drodze zaliczylismy kilka sklepow w poszukiwaniu nowego tostera i moze garnkow ? Tostery sa owszem ,ale te ktore ja adoruje sa wielkie maja gabaryty czolgow! Vintage style ,ale gdzie to wszystko pomiescic w malutkiej kuchni?Zaliczylismy polski sklep ,gdzie sie zaopatrzylam w kilka  sezonowych produktow za ,ktorymi tesknie i wytargalismy tace czeresni barcelonskich. Wrocilismy do domu i ...Marus wymyslil nastepna misje mianowice jak chce szuflade (oczywiscie ,ze chce!) to musimy "gdzies " tam jechac i zakupic  prowadnice do szuflady plus galki do szafek jakie sobie zycze.Oczywiscie to Irlandia wiec nic takigo lokalnie nie sprzedaja.Co bylo robic?Zawinelismy sie z Mlodym i poprulismy w sina dal.Dotarlismy na miejsce Pan na telefonie, dzieki czemu mielismy sporo czasu ,zeby sie rozgladnac i na cos zdecydowac.Prowadnice ok sa ,ale co do galek to wybor ciezki. Zadne niespelnialy moich oczekiwan.Jak juz prawie podejmowalam decyzje ,to Mlody mowi "nie"!Dzwonie do Marchella z pytaniem czy ja nie moge sie wstrzymac z tymi galkami?Wole na spokojnie poszukac "cos" co bede adorowac.Marek na to ,ze on chce zeby to juz zamknac tzn ten meblowy rozdzial. Nie bylo wyjscia wzielismy z mlodym najprostsze biale ceramiczne galki na "na razie". 
Juz grzebie na necie za galkami haa.
Kuchenne szafki spodobaly mi sie w stanie surowym bez malowania na sniezna biel. Chce je takie zachowac Marus bedzie wyl!


To juz jasne sciany zycia, to co bylo przed......










Marus bohater "Pedzel"


Trzeba dopiescic


Mam nadzieje ,ze to juz ostatnie sceny tego pobojowiska


Milej nocy zyczy wszystkim ....Kaczuszka




czwartek, 26 czerwca 2014

Wielki czwartek

...............................
Budze sie drepcze do lazienki, potykam sie o spragnionego milosci Felego( to jedyna pora, kiedy Feli lubi byc glaskany i przytulany).Kiepski czas ,gdyz musze w kilka minut  zrobic z siebie"piekna" i tempem Krzysztofa Holowczyca pruc do pracy. Feli ,to Feli  jego  za bardzo nie zajmuje ,gdzie ja sie udaje i w jakim celu?!Futerko musi byc popetowane tzn. wyglaskane i miska uzupelniona ,a pozniej to mozesz przepasc bez wiesci do nastepnego karmienia.
Dzisiaj z wielka ochota oddawalam sie rytualom upiekszania ,bo to znaczylo ,iz kolejny dzien w pracy ,ale w "pracy" tej prawdziwej. Tej za ,ktora przyniose opasly tygodniowy czek haa!!!Nie tej pracy po godzinach ,w domu, darmowej> Pracy  przez  "niektorych"osobnikow najnormalniej w swiecie NIEWIDOCZNEJ! Tak u nas w domu "abra-kadabra" rzeczy dzieja sie same. Samo sie sprzata,pierze, gotuje itd. Jednak najbardziej cieszylo mnie to ,iz odetne sie od tego balaganu chociaz na kilka godzin.
W pracy jak to w pracy polowa Irlandii do obsluzenia . Po sniadaniu luzniej .Zapakowali sie "turysci" i popruli w sina dal!
Lunch w miare spokojny i czas powrotu do domu. Jutro wolne od tej pracy wlasciwej platnej ,ale za to tutaj polegne jak nic mam na mysli dom.
Odebralam dwa "opasle czeki" za "niewolnicza prace".Jeden wystawiony na mnie drugi na Drugorodnego. Tu pragne wytlumaczyc ,iz ten 16 letni wyrostek poszedl do pracy z wlasnej nieprzymuszonej woli. Jest to jego drugi sezon w hotelarstwie.
 Miejsce zdarzenia:
"Moj Hotel"
Czas akcji:
Ten sam, czyli lato w pelni
Bohaterowie:
Ci sami Maryje,Ele,Anny itd
 Pierwsza prace podjal rok temu jako 15 latek!Tak mu sie spieszy do fortuny Rockefellera!haaa
Uplynnil bardzo szybko zarobiona kase -laptop,kilka szmatek Holistera,kapcie dla mamy za 2 e i po kasie. To byl miniony rok. Mam nadzieje ,ze tym razem bedzie bardziej rozsadny?

Wrocilam do domu: driluja,tna,halasuja! Jestem odcieta od wody,kuchenki (stara wykopana nowa nie zostala zainstalowana)no po prostu od wszystkiego- koszmar!
W chwili rozpaczy skrobie rozpaczliwego smsa do Madzi Z info "jestem odcieta od wszystkiego ,remont trwa -koszmar. nie mam wody ,driluja ,halasuja itd. Z nadzieja ,iz otrzymam odpowiedz "dawaj do mnie na szybka kawe. Jak chcesz wziac prysznic ,to wez swoj recznik ,zrobie tobie nawet sandwicha! Nie, nic takiego!Co Madzia na to?  Madzia nie rozumiejac lub nie chcac zrozumiec mojej metafory: siedzi cicho!
Szukam nadal pomysla probujac zachowac zdrowy rozsadek. Ta ...mam jeszcze dwie znajome w poblizu hm.. Zachowuje sie jakbym nie higienizowala  sie od dawien dawna ,a to przeciez nie dalej jak rano wylewalam na swoje nienajmlodsze juz cialo hektolitry wody ze slynnej sluchawki wulkanicznej!
Co ze mna?Ok spokoj! Dobra strona dzisiajszej rewolucji-nie musze gotowac obiadu!Hura!Marus wystukuje numer  lokalnej pizzerni i.....w 20 minut Pan ze smiesznym  akcentem jawi sie w drzwiach z dwoma wielkimi pudlami 
pizzy.Marus platnosc wykonal karta przez telefon, wiec teraz ja goraczkowo poszukuje jakiejs kwoty na napiwek dla Pana. Nikt z domownikow nie przyznaje sie do posiadania gotowki. Pana co wibruje w drewnie nie zapytam ,bo niezrecznie. Nagle eureka (!!!) jest mam 2 e w aucie! Rzucam sie na drzwi samochodu mijajac "Pana Dostawce" lekko zdziwionego ,ale w dalszym ciagu przykutego do miejsca z ktorego podal mi pizze ,czyli z przed naszych drzwi (pewnie po cichu oczekujacego na tipa) Jest!! Jest, tym razem pamiec mnie nie zawiodla wydobylam metalowego pieniazka i podarowalam Panu Dostawcy, co sadzac po mimice twarzy w pelni go usatysfakcjonowalo w mysl przyslowia "lepiej rydz,niz nic" panie dziejku! Jakiez to bylo dzisiaj proste nakarmilam tymi "pudlami" cala rodzinke wraz z Panem Wiertarka i pomaszerowalam na gore oddajac sie przemysleniom i wyczekujac konca roboty.......
Pierwszorodny i Drugorodny jako ,ze sa szczesliwymi posiadaczmi " membership" do centrum zdrowia, gdzie moga w dowolnym czasie i bez limitu korzystac z dobrodziejstw takich jak : basen ,sauna,silownia po prostu spakowali manele i powedrowali z karnecikami w kieszonkach. Drugorodny  oswiadczyl  mi przez ramie ,iz konczy mu sie shower gel . Nie wkladajac nawet swojej glowy przez drzwi mojej sypialni ,gdzie nadal spoczywalo moje spocone cialo w oczekiwaniu na zielone siwatlo , czyli tym przypadku wode.
Madzia wyskrobala smsa :
"bidna ty moja, Eliszka jest marudna,damian pojechal mi po kawe haa jestem jak zombi haaa jak tam kuchnia wyglada?"
Eliszka -7 miesieczny zabkujacy brzdac
Damian- partner Magdalenki
Nic kompletnie na temat pomocy w potrzebie !!!!!
Mowia ,ze przyjaciol poznajemy w biedzie! Ja aktualnie doswiadczam takiej biedy ! Dajcie mi dostep do prysznica,wanny,umywalki , pojemnika z woda!!!!!!
Conclusion: MAGDA nie jest moim przyjacielem!haaaaa

Nic nie stoji na przeszkodzie pokazac kilka fotek Eliszki. Jest slodka pomimo, iz jej mamunia jest moim wrogiem nr ?






Eliszka przed zabkowaniem! W kapelusiku zakupionym przez Beatke, czyli mnie.Musial byc oczywiscie najbardziej" trendy" w tym sezonie - the jungle style!



Oto moje rekodzielo sotokrotkowy wianuszek , ktory wzbudzil nie lada sensacje pewnych dwoch starszych dam . Powiedzialy mi ,iz  pamietaja takie cuda z czasow dziecinstwa. Rozczulilam je z lekka, przenoszac tym wianuszkiem w czasy dawno juz zapomniane i nieodwiedzane przez te damy, czyli wspomnienia.Sama sie nad tym zastanowilam i szukalam pamiecia, kiedy to ja po raz ostatni zrobilam taki wianuszek?I za cholere nie moglam sobie przypomniec....Pomyslec ,iz zawsze jest ten "pierwszy raz" i "ostatni" kiedy wykonujemy jakas czynnosc.
Kiedy jestesmy mlodzi to zdecydowanie jest wiecej tych "pierwszych razow".



"Wrog Publiczny Magda" i urocza Eliszka!haaaaaa

Odpisuje do wroga;
No prosze i sie ma czelnosc narzekac?!Woda w kranie, obiad pewnie byl na czas, kawa z przywozka do domu!Namawiam goraco do przeczytania pewnej historii o pewnej biednej kobiecie, ktora potrzebowala pomocy!!!!

Ok, trzeba zajrzec co na dole sie dzieje ,bo poki co to nawet pomaranczowego swiatla nie widze!!!!!

Ach, bylabym zapomniala jeszcze jedno, moj nowy nabytek ze snobistycznego sklepu ,ktory zwie sie AVOCA!
Wszystko naturalnie naturalne i naturalnie nienaturalne ceny!Ja jednak bylam cwanioszek i kupilam to cudo "at second hand!"Nowiusienkie z metka za .....jedyne 5 euraskow! Dobrze ,ze mnie tam moje turkusowe sandalce zaniosly hihi







Moj nowy sandal!



Tym wiankowym akcentem zaprawde koncze na dzis!

Remont trwa ,a zycie toczy sie swoim tempem...Urodziny Asi.

 W tym calym zamieszaniu omal nie zapomnielismy o urodzinach Asi ,chociaz prezent zakupilismy z wiekszym wyprzedzeniem ,zeby nie zostawiac to na ostatnia minute i rwac z polek "byle co".Jako ,ze dziewczynka preferuje zdrowy tryb zycia ,to prezent wybralismy w sklepie ze zdrowa zywnoscia. 
Kolejny cudowny sloneczny dzien!
Spedzilismy na lepieniu naszego "gniazdka" musze przyznac ,ze powoli kuchnia nabiera ksztaltu. 
Ranek przejazdzka z Pierworodnym do centrum recyklingu (gdzie zostawilismy kosz plastikowy ,ktory sluzyl nam na przechowywanie szkla. Marus bedzie gledzil....)
Odebralismy rower ,ktory Pierworod zostawil w swoim miejscu pracy (student na pelen etat ,pracus na pol).
Studencki rok sie skonczyl. Mlody stal sie wolny od zajec szkolnych i juz od pracy takze. Pracuje w szkole z internatem ,gdzie przybywaja  mlodzi Meksykanie . Szkola trwa caly rok .Prowadza normalne zycie tzn , mieszkaja tutaj ,ucza sie i stoluja .Osrodek jest piekny . Otoczony zewszad zielenia ,drzewami ,polami itd. Nawet mozna spotkac na swej drodze sarenke z przechylona glowa zagladajaco tobie w oczy.Tak mi sie kiedys trafilo.Maciej pracuje tam w departamencie cateringu tzn jak na studenta przypadlo "zrob to ty" i robi chlopczyk ,a jak. 
Ok Meksykanie wrocili do swoich rodzin.Bylo szumne zakonczenie roku dla nich.Jak odbieralam Mlodego z pracy jadac droga przez lasek, to rzucily mi sie w oczy zwisajace  kwiaty doniczkowe przymocowane do  drzew. Istny Meksyk na pozegnanie Mesykancow! Pierworod uwijal sie tam jak pszczolka.Ciezko bylo zwazywszy na to ,iz poprzedniego dnia moje dziecko wrocilo ok 3 nad ranem!Prace zaczal o godz 7 rano . Trzy godziny snu? Wystarczaja w tym wieku 
Slowem mial ciezki dzien,ale jak to mowia "jak se poscielisz ,tak siE wyspisz"
Rower trzeba bylo zawiezc do detkowania ,gdyz niefrotunnie "przebila sie" dentka wraz z opona! Gosc sie postaral i usunal usterke na miejscu pozbawiajac Macia 30 e . Rower jest Marusiowy. Sluzy jemu na dojazdy do pracy kiedy ja zabieram sie do roboty i pakuje dupke w naszego volswagenusa. Slowem rower sprawny musi byc zawsze i na zawsze!
W drodze z rowerowego warsztatu zajechalismy zamowic pokrycie podlogi do kuchni .Oczywiscie nic na stanie nie mieli typowe dla irlandzkiego biznesu wiec trza zamowic.Obiecal ,ze zamowi i da znac w poniedzialek jest sobota. Ok ,ale nauczona doswiadczeniem prosze o jego numer telefomu jakby czujac ,iz to sie nie wydarzy. Mialam racje.Trzeba bylo sie przypomniec w poniedzialek .Dopiero po naszym telefonie wykonal ruch i zamowil obiecujac ,iz bedzie na srode. Oby byla ,gdyz we czwartek mamy pracownika ,ktory podocina nam blaty ,pokombinuje cos ze starych szafek zeby bylo pieknie.

Wieczor : robie sie na "piekna" na te urodzinowe przyjecie.




Malo casu cholerka!



Solenizantka z Marusiem jacy kolorowi oboje!





 Veganskie przysmaki



:Kawalek: Asinej tworczosci. To slonce to moj ulubiony obraz.
Swieci nawet wowczas, kiedy po zewnetrznej  pada deszcz !




Asia wymawiajaca swoje urodzinowe zyczenie




Asia jest malarka, terapeutka, masazystka. We czwartek rusza ze swoja dzialalnoscia.  Otworzyla gabinet w ktorym bedzie przyjmowala w kazdy czwartek ludzi :obolalych psychicznie i fizycznie.Zycze Jej wszystkiego naj ,wiem ze to wazny i duzy krok dla niej. Asia jak ma wszystkiego po dziurki w nosie , to jedzie na zjazd "lesnych ludkow" zaszywa sie w lesie chrupiac organiczne marchewki  i tam odprawia szamanskie rytualy . Lapie rownowage, o ktora bardzo ciezko w dzisiejszym "szybkim zyciu". Mysle ,ze kazdy sposob jest dobry, abysmy  poczuli sie sami ze soba dobrze.






To sa jej karty wizytowe byc moze nie sa bardzo widoczne ,ale zalezalo mi na ukazaniu cudownej kolorystyki
Jedno wiem napewno masuje cudownie.Czlowiek odplywa .Umiejetnosc rekasowania sie jest bardzo cenna ,szczegolnie w  czasach "fast life".Masaz relaksacyjny pobudza miesnie ,skore,i uklad krazenia , a zarazem wspaniale oddzialuje na uklad nerwowy.Po masazu Asi czujesz sie lekki i zrelaksowany ,nowo narodzony.Mam zalegly urodzinowy masaz nie omieszkam z niego skorzystac jak juz wszystko wroci na swoje miejsce .Mam na mysli jak juz kuchnia stanie sie kuchnia.








środa, 25 czerwca 2014

Remontujemy Sie!

Zaczelo sie bardzo niewinnie......po prostu, ktoregos dnia wszelkie proby zalaczenia najwiekszego palnika w kuchence spelzly na niczym. Stwierdzilismy ,iz najzwyczajniej w swiecie wypalila sie "biedaczyna" zuzycie materialu i tyle.No my raczej nie mielismy nad nia litosci i wszelkie kuchenne rewolucje opieraly sie wlasnie na niej i na najwiekszym z palnikow.Dumalismy ,myslelismy co z tym fantem zrobic i po krotkim namysle wyruszylismy na podboj sklepow i tkzw. rozeznanie. Tak sie "rozeznawalismy" ,az wrocilicmy do domu z zamowieniem i faktura w reku na :  kuchenke nowej generacji z plyta indukcyjna i przypadkowo zakupilismy lodowke (Pierwszorodny powiedzial z honorem ,iz pokryje koszt lodowki ,tez chce miec udzial w tym jakze waznym rodzinnym wydarzeniu).Sprzety obiecano nam przeslac koncem tygodnia. Jak nowe sprzety ,to chyba nie do  "starej kuchni",a jak remont kuchni to wiadomo zgliszcza! Marchello zawyl glosno ,bo wiadomo z czym sie to laczy. Zostanie odziany w "swoje robocze laszki" i do boju. 



Oto nogi calego zamieszania hihi




Oto "raczki pracy"

Ojojo, co ja znowu wymyslilam.......
Zapomnialam juz jak ,to zylismy na zgliszczach kiedy remontowalismy lazienke i czesc domu?Juz jestem chora ,a to dopiero poczatek!#
Odkrycia za odkryciami oczywiscie! Cztery warstwy tapety! Tutaj musielismy uzyc specjalnego urzadzenia co sie "parownikiem " zwie!Ulatwia sciaganie tych cholernych tapet ze scian - bez watpliwosci!
Dalej trzeba bylo polozyc jakies "magiczne " warstwy "czegos" tam ,zeby "cos" tam, dalej dac "temu" wyschnac ,po czym znow nalozyc "cos" tam i dac temu wyschnac itd.....itd.......
Plusem naszej calej operacji "remont" jest cudowna pogoda po prostu lato w pelni! Minusem nie mozemy sie nia za bardzo enjojowac gdyz.......trzeba robic! Tak ,tak ,ale jak trzeba czekac ,zeby cos tam obeschlo....to mozna.....np. skoczyc z kocykiem na plaze. Wypic piwko lezac na kamieniach lub zjesc loda przecie temperatura nie do zniesienia piwowo -lodowa!









Tadam!Tadam!Tadam!Pora wracac do roboty!




Marus sie budzi!!!Wracamy na pole bitwy!



Cd.







Po coz nam to bylo?

Marus nie ma co deliberowac  gdyz:





Migawki z "pola walki"


Feli tez przechodzi trudny okres remontowy i jada katem pomiedzy koszami,pudelkami,garnkami.......


Odnalezc cokolwiek w tym balaganie to wielki wyczyn!







Deska do prasowania w centralnym miejscu . Elegancje trza zachowac za wszelka cene bez wzgledu na okolicznosci!

Najgorsze w tym wszystkim jest to ,iz trzeba jeszcze pracowac czyli nasze obecne bytowanie sklada sie bez przerw . Konczymy prace i wracamy do pracy to baardzo wyczerpujace ,ale jak to mowia "czasami musi byz zle ,zeby bylo dobrze" i to jak najbardziej pasuje do okolicznosci.

wtorek, 17 czerwca 2014

Londynczycy



Czas na odpoczynek powiedzial Marchello i "za tkzw. porozumieniem stron" zabookowal bilety na lot do Londynu!
Zaczal nas dopadac syndrom wypalenia. Trzeba było temu jakoś zaradzić oderwać sie od "chleba powszedniego" meczacej ,przewidywalnej codzienności . Każdy ma ograniczony potencjał energetyczny i jeśli nie będziemy go co pewien czas doladowywac ,to zrobi nam sie "kuku" w glowce ,a z tym to juz nie ma żartów!Jesli nie zadbamy o ten balans i nie doladujemy naszych "duracellkow" od czasu do czasu ,to możemy słono za to zapłacić odsetkami na naszym zdrowiu i zyciu. 
Zorganizowaliśmy sobie zaproszenie do wujka Michała i zostawiając w domu "dwóch gniewnych " oraz kocisko poprulismy na lotnisko.
Była to nasza czwarta wizyta w Londynie ,ale pierwsza od kiedy zamieszkalismy w Irlandii. Lot był sprawny i szybki natomiast ,to co nas spotkało w drodze z lotniska do samego Londynu ......OMG!Lot trwał 1,5 godziny przedzieranie sie na pokładzie autobusu 3h! Królowa Elżbieta miała spotkanie w parlamencie w związku z czym cały Londyn sparaliżowany! Zablokowany nie przedrzesz sie człowieku chocbys nawet był polskim kierowca w londyńskim pietrusie! Tak ,tak na 
pokładzie autobusu było kilku Hiszpanów ,młody Irlandczyk i my ,a pietrusa prowadził polski kierowca jak sie pozniej okazało bez znajomosci angielskiego (to akurat nam zbytnio nie przeszkadzało )i bez znajomosci Londynu co juz nas z lekka poirytowalo!
Każdy ma jakies pokłady cierpliwości no moja skala nie jest imponująca za to Marusia - tak. Ten to ma pokłady cierpliwości ,które by wystarczyły na hoho ,a moze i dłużej? Z kad? Mysle ,ze moze jest to spowodowane (troszeczkę ),iż jest on jednak "dzieckiem komuny" ? 
Długie kolejki za "czymś " ,bo nigdy nie było wiadomo co rzuca do sklepu ,ale kolejki stały dzielnie uodpornily Marusia na "niecerpliwosc" i to tam właśnie  w tych kolejeczkach "za czymś " narodziła sie jego "anielska cierpliwość " i tak juz mu zostało .
Pytanie co ze mną ,gdzie moja sie podziała ? Tego nie wie nikt!Generalnie rzecz biorąc ja musze tu i teraz.Nie zawsze wychodzi mi to na "zdrowie",ale cóż taka juz jestem. Pracuje nad tym i musze sie pochwalić ,ze z Marchella pomocą idzie mi całkiem niezle?
Wracając do tematu w owym autobusie było akurat na odwrót ja podziwialam widoki Londynu zmeczonymi oczami przez zmoczone deszczem okno ,a,Marus zaczął sie "zoladkowac". Hiszpanie wysiedli zostaliśmy we troje my i młody Irlandczyk . Mnie Pan kierowca bawił . Wydzwanial dobrej swojej bazy powtarzając w kółko ,iż on wiecej kółek dzisiaj nie zrobi(kolka jak sie domyslilam to byly  dystanse z lotniska do centrum Londynu) , gdyz stoji w miejscu i pytał ,gdzie jest "zyga","dyplomata"i "krawat" ? Prosił "panią Dorotke", aby zadzwoniła do "zygi" i powiedziała ,iż on wiecej kółek dzisiaj juz nie zrobi i ,zeby ten "zyga" zadzwonil do "krawata" i powiedzial ,ze on tych kolek nie da rady!Co za typ ?krecil o tych kolkach i w kolko ,az do znudzenia,wydzwanial po wszystkich mozliwych rodakach pracujacych w jego company i o tych ....kolkach oczywiscie!




Marus stracil cierpliwosc i podszedl do Pana kierowcy z prosba ,aby nas wysadzil ,a my juz sobie pojedziemy metrem do celu ,ale Pan oswiadczyl ,ze absolutnie on nas nie moze wypuscic .bo przepisy ,bo praca itd. W ten oto dziwny sposob stalismy sie wiezniami na pokladzie autobusu!Ja nadal podziwialam widoki  ,ktore niestety nie przesowaly sie zbyt szybko.



Muzeum Wojny Bylismy tam z wujkiem .....kiedys......



Ciekawy przystanek autobusowy

Do rzeczy. Marus kiedy sie zorientowal ,iz kolejny raz jestesmy w tym samym miejscu ,to juz poziom jego irytacji podniosl go z siedziska i dlugie bocianie nogi zaniosly go w ekspresowym tempie do siedziska kierowcy.Ja oczywiscie nie zorientowalam sie ,iz krazymy w okolo. Po ostrzejszej konwersacji udalo nam sie wysiasc z tego Wieziennego autobusu ,a najszczesliwszy to byl chyba ten mlody Irlandczyk ,ktory jak sie latwo domyslic nie znal ani jednego slowa po polsku. Jego proby komunikacji z kierowca spoczely na niczym. Kierowca po prostu powiedzial " I don't speak English" nie czujac zadnego zazenowania z tego powodu.Szczsliwi ciagnac walizki za soba udalismy sie w strone metra.





Po przesiadce z metra do busa dotarlismy w koncu do wuja Michala.



Z portretu wyjete......przystojniak! to bylo kilka lat temu...



Oto sprawca naszej wycieczki "dzis"




Toastow czas......


Roze w ogrodzie wuja




Oto kolejny dzien .Spotkanie z siostra Marchella - Renata i jej partnerem.



Ja z londynska mapa metra jakze skomplikowana i zawila jak na moj gust.

Jeszcze "tylko" szybki shopping w londynskim Tk maxsie ,gdzie stalam sie posiadaczka nowej dzinsowej marynareczki Quiksilvera i pary okularow slonecznych firmy Guess!Marus zakupil sobie gatki i tez pare okulosow slonecznych oraz pliki skarpet dla chlopcow w mysl zasady "skarpet nigdy dosc"! 
zaopatrzeni w nowe torby poprulismy na spotkenie z rodzinka. Jako ,ze Rene Partner jest Iranczykiem z krwi i kosci
Zostalismy zaproszeni do Iranskiej restauracji na lunch0-diner?
Tam przezylam uczte wszystkich moich zmyslow!wzroku,wechu,smaku!Przekraczajac prog tego domostwa ,to jakby przeniesc sie do innego kraju innej kultury i ludzi.
Po pierwsze Iranczycy nie pija alkoholu!jako drink podano nam cos na podobienstwo naszego kefiru z mieszanka ziol. byl to przezroczysty dzban z tym drinkiem. Jeszcze raz podkreslam w tej restauracji nie bylo alkoholu w zadnej postaci!Dalej zaczeto wnosic po koleji:



Startery


Ryz z kurkuma i zdaje sie suszonymi porzeczkami?Ryz gotuja w nieco inny sposob i smakuje inaczej. pierwsza wode wylewaja po zagotowaniu i dogotowuja w kolejnej.



To juz danie glowne kilka rodzajow miesa:kebab,lamb,kurczak z pieczonymi pomidorkami cabulka ,salatka i ciort wie co tam jeszcze bylo?wszystko niesamowicie smaczne ,kolorowe ,swierze!



To juz my w trakcie uczty i sprawcy wydarzenia Rene i Hamid ,ktory jest przemila i przegrzeczna osoba z nienagannymi manierami.Ewa Bem zaspiewala by "gdzie ci mezczyzni ,prawdziwi tacy?...W Iranie Ewus w Iranie!


Desser 

Bardzo slodkie ciasteczka jedlismy juz  takie podczas pobutu w Trurcji i Tunezji, to sa ichne ulubione przystawki do popoludniowej herbatki. Wszystko absolutnie wyjatkowowo zaserwowane ,aby cieszyc oczy i serce!









Nie sposob ominac wnetrze oto kilka migawek.



kochaja przepych,oj tak!



Po tym wydarzeniu tak mi spuchly nogi pewnie i lot sie odezwal z lekkim opoznieniem...zawsze po locie jestem spuchnieta ,ze bylo musem zakupic wygodne butki.Wygodne i tanie ,a jak takie kryteria musza byc spelnione ,a ty znajdujez sie na wyspach zielonych, to gdzie pedzisz? Oczywiscie do PRIMARKU!
Z tamtad wyszlam zaopatrzona w panterkowe baletki "na raz" i tak je polubilam ,ze sie okazalo ,ze beda mi sluzyc troche wiecej niz na ten "raz".


Big Ben London



London Eye


Po krotkiej naradzie stwierdzilismy ,iz nie ogladalismy jeszcze Londynu z wody. Kto nas zatrzyma?Odbylismy  prywatny rejs po Tamizie z przewodnikiem ,a jakze?




Katedra Sw.Pawla 






London Bridge




Londynskie TAxi





Znalezlismy sie w centrum" malego  protestu "przeciw polityce Putina" 

Budynek Parlamentu 









Adres Parlamentu


Dzwonie w pilnej sprawie


Wszystko w najlepszym porzadku.Swiadkowie donosza ,ze dom stoji na swoim miejscu. Nic tylko sie cieszyc,ze jest dokad wracac.



Guinness w Londynie? Tak !
Smakuje rownie dobrze jak w Dublinie!









Dnia kolejnego.....
W Michalkowym ogrodzie z buteleczka Whiskey


Wspomnienia ,historia,pamiec.....


Znalezione 


Spragniony Marus



czas na zabawe





Czas pelnego relaxu



Pompka?











Kolejny dzien.....

OXFORD STREET 


Mekka Shoppoholikow! HAAAAAAAA




Znalazlam sposob na pokazanie sie Maroslawowi w nowym zestawie garderoby

lezakowanie?

zmiana warty
Koronacja Wlasna

Kolejny Fant




BACKINGHAM PALACE












Ostatni rzut oka na Palace