Powered By Blogger

wtorek, 17 czerwca 2014

Londynczycy



Czas na odpoczynek powiedzial Marchello i "za tkzw. porozumieniem stron" zabookowal bilety na lot do Londynu!
Zaczal nas dopadac syndrom wypalenia. Trzeba było temu jakoś zaradzić oderwać sie od "chleba powszedniego" meczacej ,przewidywalnej codzienności . Każdy ma ograniczony potencjał energetyczny i jeśli nie będziemy go co pewien czas doladowywac ,to zrobi nam sie "kuku" w glowce ,a z tym to juz nie ma żartów!Jesli nie zadbamy o ten balans i nie doladujemy naszych "duracellkow" od czasu do czasu ,to możemy słono za to zapłacić odsetkami na naszym zdrowiu i zyciu. 
Zorganizowaliśmy sobie zaproszenie do wujka Michała i zostawiając w domu "dwóch gniewnych " oraz kocisko poprulismy na lotnisko.
Była to nasza czwarta wizyta w Londynie ,ale pierwsza od kiedy zamieszkalismy w Irlandii. Lot był sprawny i szybki natomiast ,to co nas spotkało w drodze z lotniska do samego Londynu ......OMG!Lot trwał 1,5 godziny przedzieranie sie na pokładzie autobusu 3h! Królowa Elżbieta miała spotkanie w parlamencie w związku z czym cały Londyn sparaliżowany! Zablokowany nie przedrzesz sie człowieku chocbys nawet był polskim kierowca w londyńskim pietrusie! Tak ,tak na 
pokładzie autobusu było kilku Hiszpanów ,młody Irlandczyk i my ,a pietrusa prowadził polski kierowca jak sie pozniej okazało bez znajomosci angielskiego (to akurat nam zbytnio nie przeszkadzało )i bez znajomosci Londynu co juz nas z lekka poirytowalo!
Każdy ma jakies pokłady cierpliwości no moja skala nie jest imponująca za to Marusia - tak. Ten to ma pokłady cierpliwości ,które by wystarczyły na hoho ,a moze i dłużej? Z kad? Mysle ,ze moze jest to spowodowane (troszeczkę ),iż jest on jednak "dzieckiem komuny" ? 
Długie kolejki za "czymś " ,bo nigdy nie było wiadomo co rzuca do sklepu ,ale kolejki stały dzielnie uodpornily Marusia na "niecerpliwosc" i to tam właśnie  w tych kolejeczkach "za czymś " narodziła sie jego "anielska cierpliwość " i tak juz mu zostało .
Pytanie co ze mną ,gdzie moja sie podziała ? Tego nie wie nikt!Generalnie rzecz biorąc ja musze tu i teraz.Nie zawsze wychodzi mi to na "zdrowie",ale cóż taka juz jestem. Pracuje nad tym i musze sie pochwalić ,ze z Marchella pomocą idzie mi całkiem niezle?
Wracając do tematu w owym autobusie było akurat na odwrót ja podziwialam widoki Londynu zmeczonymi oczami przez zmoczone deszczem okno ,a,Marus zaczął sie "zoladkowac". Hiszpanie wysiedli zostaliśmy we troje my i młody Irlandczyk . Mnie Pan kierowca bawił . Wydzwanial dobrej swojej bazy powtarzając w kółko ,iż on wiecej kółek dzisiaj nie zrobi(kolka jak sie domyslilam to byly  dystanse z lotniska do centrum Londynu) , gdyz stoji w miejscu i pytał ,gdzie jest "zyga","dyplomata"i "krawat" ? Prosił "panią Dorotke", aby zadzwoniła do "zygi" i powiedziała ,iż on wiecej kółek dzisiaj juz nie zrobi i ,zeby ten "zyga" zadzwonil do "krawata" i powiedzial ,ze on tych kolek nie da rady!Co za typ ?krecil o tych kolkach i w kolko ,az do znudzenia,wydzwanial po wszystkich mozliwych rodakach pracujacych w jego company i o tych ....kolkach oczywiscie!




Marus stracil cierpliwosc i podszedl do Pana kierowcy z prosba ,aby nas wysadzil ,a my juz sobie pojedziemy metrem do celu ,ale Pan oswiadczyl ,ze absolutnie on nas nie moze wypuscic .bo przepisy ,bo praca itd. W ten oto dziwny sposob stalismy sie wiezniami na pokladzie autobusu!Ja nadal podziwialam widoki  ,ktore niestety nie przesowaly sie zbyt szybko.



Muzeum Wojny Bylismy tam z wujkiem .....kiedys......



Ciekawy przystanek autobusowy

Do rzeczy. Marus kiedy sie zorientowal ,iz kolejny raz jestesmy w tym samym miejscu ,to juz poziom jego irytacji podniosl go z siedziska i dlugie bocianie nogi zaniosly go w ekspresowym tempie do siedziska kierowcy.Ja oczywiscie nie zorientowalam sie ,iz krazymy w okolo. Po ostrzejszej konwersacji udalo nam sie wysiasc z tego Wieziennego autobusu ,a najszczesliwszy to byl chyba ten mlody Irlandczyk ,ktory jak sie latwo domyslic nie znal ani jednego slowa po polsku. Jego proby komunikacji z kierowca spoczely na niczym. Kierowca po prostu powiedzial " I don't speak English" nie czujac zadnego zazenowania z tego powodu.Szczsliwi ciagnac walizki za soba udalismy sie w strone metra.





Po przesiadce z metra do busa dotarlismy w koncu do wuja Michala.



Z portretu wyjete......przystojniak! to bylo kilka lat temu...



Oto sprawca naszej wycieczki "dzis"




Toastow czas......


Roze w ogrodzie wuja




Oto kolejny dzien .Spotkanie z siostra Marchella - Renata i jej partnerem.



Ja z londynska mapa metra jakze skomplikowana i zawila jak na moj gust.

Jeszcze "tylko" szybki shopping w londynskim Tk maxsie ,gdzie stalam sie posiadaczka nowej dzinsowej marynareczki Quiksilvera i pary okularow slonecznych firmy Guess!Marus zakupil sobie gatki i tez pare okulosow slonecznych oraz pliki skarpet dla chlopcow w mysl zasady "skarpet nigdy dosc"! 
zaopatrzeni w nowe torby poprulismy na spotkenie z rodzinka. Jako ,ze Rene Partner jest Iranczykiem z krwi i kosci
Zostalismy zaproszeni do Iranskiej restauracji na lunch0-diner?
Tam przezylam uczte wszystkich moich zmyslow!wzroku,wechu,smaku!Przekraczajac prog tego domostwa ,to jakby przeniesc sie do innego kraju innej kultury i ludzi.
Po pierwsze Iranczycy nie pija alkoholu!jako drink podano nam cos na podobienstwo naszego kefiru z mieszanka ziol. byl to przezroczysty dzban z tym drinkiem. Jeszcze raz podkreslam w tej restauracji nie bylo alkoholu w zadnej postaci!Dalej zaczeto wnosic po koleji:



Startery


Ryz z kurkuma i zdaje sie suszonymi porzeczkami?Ryz gotuja w nieco inny sposob i smakuje inaczej. pierwsza wode wylewaja po zagotowaniu i dogotowuja w kolejnej.



To juz danie glowne kilka rodzajow miesa:kebab,lamb,kurczak z pieczonymi pomidorkami cabulka ,salatka i ciort wie co tam jeszcze bylo?wszystko niesamowicie smaczne ,kolorowe ,swierze!



To juz my w trakcie uczty i sprawcy wydarzenia Rene i Hamid ,ktory jest przemila i przegrzeczna osoba z nienagannymi manierami.Ewa Bem zaspiewala by "gdzie ci mezczyzni ,prawdziwi tacy?...W Iranie Ewus w Iranie!


Desser 

Bardzo slodkie ciasteczka jedlismy juz  takie podczas pobutu w Trurcji i Tunezji, to sa ichne ulubione przystawki do popoludniowej herbatki. Wszystko absolutnie wyjatkowowo zaserwowane ,aby cieszyc oczy i serce!









Nie sposob ominac wnetrze oto kilka migawek.



kochaja przepych,oj tak!



Po tym wydarzeniu tak mi spuchly nogi pewnie i lot sie odezwal z lekkim opoznieniem...zawsze po locie jestem spuchnieta ,ze bylo musem zakupic wygodne butki.Wygodne i tanie ,a jak takie kryteria musza byc spelnione ,a ty znajdujez sie na wyspach zielonych, to gdzie pedzisz? Oczywiscie do PRIMARKU!
Z tamtad wyszlam zaopatrzona w panterkowe baletki "na raz" i tak je polubilam ,ze sie okazalo ,ze beda mi sluzyc troche wiecej niz na ten "raz".


Big Ben London



London Eye


Po krotkiej naradzie stwierdzilismy ,iz nie ogladalismy jeszcze Londynu z wody. Kto nas zatrzyma?Odbylismy  prywatny rejs po Tamizie z przewodnikiem ,a jakze?




Katedra Sw.Pawla 






London Bridge




Londynskie TAxi





Znalezlismy sie w centrum" malego  protestu "przeciw polityce Putina" 

Budynek Parlamentu 









Adres Parlamentu


Dzwonie w pilnej sprawie


Wszystko w najlepszym porzadku.Swiadkowie donosza ,ze dom stoji na swoim miejscu. Nic tylko sie cieszyc,ze jest dokad wracac.



Guinness w Londynie? Tak !
Smakuje rownie dobrze jak w Dublinie!









Dnia kolejnego.....
W Michalkowym ogrodzie z buteleczka Whiskey


Wspomnienia ,historia,pamiec.....


Znalezione 


Spragniony Marus



czas na zabawe





Czas pelnego relaxu



Pompka?











Kolejny dzien.....

OXFORD STREET 


Mekka Shoppoholikow! HAAAAAAAA




Znalazlam sposob na pokazanie sie Maroslawowi w nowym zestawie garderoby

lezakowanie?

zmiana warty
Koronacja Wlasna

Kolejny Fant




BACKINGHAM PALACE












Ostatni rzut oka na Palace











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz